- Gdzie mnie zabierasz? - nie mogłam wytrzymać z ciekawości aby o to zapytać.
- Niespodzianka - powiedział nie spuszczając wzroku z drogi, nie odzywałam się już, siedziałam cicho i patrzyłam przez okno obserwując jak krajobraz się zmienia. Najpierw po obu stronach pojazdu były pola na których rosło zboże, kilka minut później zmieniło się w rządy drzew, kawałek dalej był długi tunel zrobiony z drzew, które absolutnie kocham i uważam że są romantyczne i pięknie stworzone przez naturę. Kiedy wyjechaliśmy z "tunelu", kilka metrów dalej Louis zjechał na jakąś dróżkę która prowadzi do lasu. Zatrzymał się przed nim a ja spojrzałam na niego zdezorientowana i trochę przestraszona.
- Dalej musimy iść pieszo. Ufasz mi? - zapytał a ja skinęłam głową, bo chyba ufam nie? Wysiedliśmy z samochodu, Louis podszedł do mnie i złapał mnie za talię i szliśmy w stronę lasu. - Nie bój się - uśmiechnął się i przyciągnął mnie bliżej i pogłaskał moje plecy w uspakajającym geście. Odetchnęłam z ulgą gdy widziałam światło przed sobą, nie było to daleko. Gdy w końcu wyszliśmy z lasu, rozejrzałam się dookoła, było pięknie, nawet cudownie. Było dużo zielonej trawy ze stokrotkami, Zaobserwowałam także że to jest wzgórze. W oddali zobaczyłam drzewo, z tego co mi się wydaję własnie się tam kierujemy aby odpocząć. Gdy do niego dotarliśmy był jakieś 3 może 4 metry od urwiska. Louis przygotowywał nam miejsce pod drzewem a ja podeszłam do urwiska i na przeciwko mnie była plaża o której nie miałam pojęcia istnieniu. Fale uderzały o brzeg i było słychać szum morza, był lekki wiaterek i zrobiło mi się zimno wiec założyłam moją kurtkę. Wiatr targał moje włosy i sukienkę. Chwilę później poczułam jak ramiona Louisa owijają się w moim pasie, położył brodę na moim ramieniu i patrzyliśmy się tak przed siebie przez chwilę, po czym wyszeptał mi do ucha.
- Podoba ci się?
- Tak, jest przepięknie. - uśmiechnęłam się - mieszkam tu całe moje życie a nigdy tu nie byłam i nie miałam pojęcia że takie miejsce w ogóle istnieje. Dziękuje Louis.
- Cieszę się że ci się tu podoba. - zaczął całować w dół moją szyję na co odchyliłam głowę żeby miał lepszy dostęp.
- Jak to znalazłeś?
- To tajemnica kotku - powiedział, a ja poczułam ciepło gdy mnie tak nazwał. Obrócił nas w stronę drzewa i podeszliśmy do niego. Na trawie leżał koc a na nim koszyk, prawdopodobnie zjedzeniem, tylko jedno mnie zastanawia, skąd on do cholery wytrzasnął to wszystko, przecież miał puste ręce gdy szliśmy. Usiedliśmy na kocu, Louis objął mnie kolejny raz w pasie tego wieczoru, a ja oparłam głowę o jego ramie, wsłuchiwałam się w szum morza.
- Niedługo będzie zachód słońca - oznajmił.
- Nigdy nie widziałam zachodu słońca z takiego miejsca - przyznałam, zawsze to było z okna mojego pokoju. Ryan nigdzie mnie nie zabierał na randki, nawet w naszą rocznice, zawsze się spotykaliśmy w parku lub po prostu w naszych domach.
- To teraz masz okazje obejrzeć go ze mną - przyciągnął mnie bliżej i pocałował w głowę. Mimo że jest lato to jest trochę zimno. Siedzieliśmy tak w ciszy przytuleni do siebie i patrzyliśmy w niebo, jak zmienia kolory gdy zbliża się zachód słońca. Wstałam i podeszłam bliżej urwiska.
- Co robisz? - zapytał Louis.
- Chcę porobić zdjęcia - powiedziałam i pstryknęłam zdjęcie, zadowolona z efektu uśmiechnęłam się do siebie.
- Możemy zrobić sobie razem na jego tle?
- Jasne - zgodziłam się, podszedł do mnie i mnie przytulił, wyciągnęłam rękę przed siebie trzymając telefon, wcześniej zmieniając na przednią kamerkę i zrobiłam zdjęcie a potem jeszcze kilka, ponieważ się wygłupialiśmy do aparatu. W jednym momencie mnie tak po prostu przyciągnął i pocałował, od razu oddałam pocałunek i zrobiłam nam zdjęcie. Pocałunek był namiętny i czuły. Jego usta są takie pełne i miękkie, mogłabym je całować bez przerwy. Louis przejechał językiem po moich ustach pytając o pozwolenie, bez wahania mu pozwoliłam i poczułam jak się uśmiecha zadowolony, a nasze języki zaczęły wspólny taniec. Pocałunek zmienił się z namiętnego w głęboki. Owinęłam swoje ręce wokół jego szyi a Louis wiódł swoimi dłońmi po moim ciele i przyciągnął bliżej. Kilka minut później oderwaliśmy się od siebie, Louis miał czerwone i opuchnięte usta, pewnie tak samo jak ja. Przyciągnął mnie do siebie i splótł nasze palce i zaprowadził pod drzewo, gdzie zaczęliśmy rozmawiać i coś przekąsić.
Louis POV:
Splątałem nasze palce i zaprowadziłem nas pod drzewo. Nie myślałem że Cassie mi na to pozwoli, jej usta są takie miękkie i delikatne, mógłbym je całować całymi dniami i nocami gdybym tylko mógł. Boję się że mnie odrzuci jeżeli się pospieszę i powiem jej to co do niej czuje, chociaż mam wrażenie że ona też coś do mnie czuje tylko boi się do tego przyznać, skoro pozwala mi na całowanie jej. Oczywiście ja sam się tego boje, nigdy się tak jeszcze nie czułem ale jestem pewny że się zakochałem, czego najbardziej się bałem przez całe dwa lata i nadal się boje. Siedzieliśmy tak przez kilka godzin i rozmawialiśmy. Było zabawnie.
- To już północ? - zapytała zdziwiona Cassie, spojrzałem na zegarek.
- Ooo rzeczywiście. Chcesz jeszcze zostać czy mamy wracać?
- Posiedźmy jeszcze trochę.
Kiwnąłem głową, i zostaliśmy jeszcze trochę, po czym spakowaliśmy wszystko, ja wziąłem koszyk a Cassie koc, splątałem nasze palce kolejny raz dzisiejszego wieczoru i ruszyliśmy do samochodu. Otworzyłem dla Cassie drzwi a ona wsiadła, podszedłem do bagażnika i wrzuciłem tam koszyk oraz koc, po czym wsiadłem do samochodu od strony kierowcy. Droga minęła nam szybko, Cassie zasnęła z głową opartą o szybę.
- Cass? - szturchnąłem lekko jej ramie i otworzyła powoli oczy - już jesteśmy.
- Dziękuję Louis, za wszystko co dla mnie dzisiaj zrobiłeś, było cudownie - powiedziała śpiącym głosem i pocałowała mnie w policzek, po czym otworzyła drzwi i wysiadła - Dobranoc - dodała zanim zatrzasnęła drzwi. Czekałem aż wejdzie do domu bezpieczna, po czym odjechałem. To była moja pierwsza randka od wieków którą zorganizowałem specjalnie dla niej i chyba jej się spodobało.
Cassie POV:
Ktoś szturchnął mnie w ramie więc powoli otworzyłam oczy.
- Już jesteśmy - oznajmił Louis.
- Dziękuję Louis, za wszystko co dla mnie dzisiaj zrobiłeś, było cudownie - powiedziałam i ziewnęłam, przybliżyłam twarz do jego i rozważałam czy go nie pocałować w usta ale szybko to odrzuciłam i pocałowałam jego policzek, otworzyłam drzwi od samochodu i wysiadłam - Dobranoc - powiedziałam jeszcze zanim zatrzasnęłam drzwi i skierowałam się w stronę mojego domu. Louis czekał aż wejdę do środka po czym odjechał. To był naprawdę cudowny dzień, to wszystko co się dzisiaj wydarzyło... był to najlepszy dzień w moim życiu. Zmęczona nie poszłam się kapać czy nawet umyć zębów, zrobię to jutro rano, przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się, zasnęłam natychmiastowo.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, i jak wam się podoba rozdział? Przepraszam miał się pojawić wczoraj ale się nie wyrobiłam. Kolejny rozdział pojawi się jutro :D
Czytasz=komentujesz :D
Cudowny
OdpowiedzUsuńPo prostu genialny
Jaki Lou kochany
I to miejsce achh
Uroczo
Czekam na kolejny
Buziaki
Mela
Dziękuję :*
UsuńZajebisty, czekam na nn <3
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam już wszystkie, ale tu dodam komentarz. Super :*
Dziękuję :*
UsuńOooooo Lou jest taki kochany *o*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny, weny :*