piątek, 20 marca 2015

Rozdział 13

Louis POV:

- Niall! - zawołałem.
- Co?! - usłyszałem głos przyjaciela.
- Gdzie moje kanapki?
- No a jak myślisz? - powiedział Liam, który nagle wyrósł w przejściu kuchni. Zmarszczyłem na niego brwi, chwilowo nie wiedząc, o co mu chodzi. Otworzyłem szeroko oczy, wiedząc już „gdzie” są moje kanapki.
- Niall nie żyjesz! - oznajmiłem chyba to całemu światu i pobiegłem na górę gdzie przesiadywał sobie Niall. Wparowałem do jego pokoju a tam...nikogo nie ma. Zdziwiłem się, unosząc brwi ku górze i rozejrzałem się po pokoju. Syf...syf...syf... boże ten człowiek tu nie sprząta? Zresztą co ja się okłamuję, lepszy nie jestem. Moje spojrzenie przykuło otwarte okno. No jasne a jakżeby inaczej, uciekł, wróci dopiero wieczorem, myśląc, że do tego czasu o tym zapomnę i wybaczę wszystkie jego grzechy, z czym się raczej zgodzę, nie potrafię długo się gniewać na przyjaciół. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do kuchni z zamiarem zrobienia nowych kanapek, ale mnie lekko wmurowało, gdy zobaczyłem Niall ze spuszczoną głową. Złożyłem ręce na piersi.
- Louis przepraszam, głodny byłem, a nie chciało mi się robić. Zniosę każdą karę, którą mi wymierzysz. - w końcu odważył się spojrzeć w moją stronę.
- Dobra...przez tydzień będziesz robić mi śniadanie. - uśmiechnąłem się i przytuliłem. - A teraz do roboty, głodny jestem. - Oderwałem się od uścisku i poszedłem do salonu. Rozwaliłem się na fotelu i włączyłem telewizor. Skakałem po kanałach nuda... nuda...nuda...o mecz, uśmiechnąłem się do siebie i rozsiadłem wygodniej na fotelu. Chwilę później wrócił Niall z talerzem, na którym znajdowały się kanapki.
- Dzięki. - powiedziałem i wróciłem do oglądania a Niall pewnie wrócił do swojego pokoju zostawiając mnie samego. Jednak zostało mi to szybko przerwane, gdy do salonu wparował Harry a tuż za nim Zayn.
- Zayn no odpuść, błagam. Po prostu przyjmij to do świadomości, że jestem lepszy od ciebie! - Jak zwykle pokłócili się o granie w Fifę.
- Nie, to ty oszukujesz! - Zayn nie dawał za wygraną. To trochę śmieszne, takie darmowe kino.
- Nie, ty nie umiesz grać. Zresztą jak można oszukiwać w Fifę? - W tym momencie do pokoju wpadł Liam.
- Chłopaki stop! - krzyknął i stanął między nimi, rozdzielając ich przy tym. Mecz, który oglądałem, został już zapomniany. Teraz skupiłem się na awanturze między chłopakami. - Zawsze o to samo się kłócicie. Zayn nie możesz się w końcu z tym pogodzić, że Harry po prostu jest dobry w graniu? - Zayn już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale Liam go uprzedził. - Nie, nie mówię, że nie umiesz grać, ale Harry jest lepszy, nawet Louisa potrafi pokonać, a dobrze wiesz, jaki jest Louis. - Spojrzał na mnie, posłałem mu uśmiech, który odwzajemnił. - A ty - zwrócił się do Harry'ego - mógłbyś trochę ustąpić.
- Wiem, sorry. - powiedział Harry, lecz ja wiem, że tego nie zrobi, uparciuch z niego. W tym momencie mój telefon zadzwonił, odebrałem bez patrzenia kto to.
- Halo? - powiedziałem do słuchawki.
- Hej - usłyszałem dobrze mi znany głos.
- Hej kochanie jak tam?
- Dobrze, możesz do mnie przyjść? Weź ze sobą chłopaków.
- Ok, będziemy za 15 minut.
Rozłączyłem się.
- Chłopaki zbierać się idziemy do Cassie. - zawołałem i skierowałem się do drzwi frontowych, założyłem moje ulubione vansy, zgarnąłem deskę i wyszedłem  nie czekając na chłopaków, dojdą. Podłożyłem deskę pod stopy i kierowałem się w górę ulicy do domu Cassie. Mój telefon zawibrował w kieszeni, więc zatrzymałem się i go wyciągnąłem. To była wiadomość od Cassie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Wejdź oknem ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uśmiechnąłem się do siebie na tę wiadomość. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni i wróciłem do jazdy już po prostszej drodze. Jezu czemu musi tu być taka wielka górka. Bez problemu wdrapałem się na drzewo, gdy dotarłem do domu Cassie i wszedłem do jej pokoju przez okno, tak jak mnie prosiła. Rozejrzałem się po pokoju szukając wzrokiem Cassie, ale nigdzie jej nie było. Widocznie o mnie zapomniała, wzruszyłem ramionami i wyszedłem z niego, kierując się na dół do salonu. Gdy tam dotarłem do wybranego celu, było tam dużo ludzi, ciekawe z jakiej okazji.
- O Lou jesteś! - usłyszałem za sobą głos mojej dziewczyny, uśmiechnąłem się i odwróciłem w jej stronę akurat w momencie, gdy na mnie skoczyła i zaplotła nogi wokół mojego pasa, zapewne chciała mi skoczyć na plecy, ale się jej to nie udało.
- Hej, no jasne, że jestem przecież, mówiłem, że zaraz będę.- powiedziałem i przytuliłem.
- Zapomniałam to wszystko przez to. - pokazała rękoma dookoła.
- No właśnie co tu się dzieje?
- Aaa nie powiedziałam ci, są moje urodziny! - wykrzyczała chyba na cały dom.
- Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej, kupiłbym ci prezent. - zrobiłem smutna minę - Wszystkiego najlepszego. - zaraz po tych słowach zaatakowałem jej pełne różowe usta, natychmiast odwzajemniła pocałunek. - Za karę, jutro cię porywam.
- Okej - uśmiechnęła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia na ogród, gdzie znajdowała się większa część gości. - Zaraz będzie mój tort. - Cieszyła się jak mała dziewczynka. Jak na zawołanie weszła mama Cassie z tortem w rękach i zaczęła śpiewać "Happy Birthday" a po chwili dołączyli goście więc i ja zacząłem. Tort był idealnie ozdobiony biało-ciemnym kremem a na środku były powbijane świeczki które uformowały imię "Cassie" oraz liczbę 19. Gdy skończyliśmy śpiewać Cassie zdmuchnęła świeczki i uśmiechnęła się szeroko lekko się rumieniąc podczas gdy wszyscy bili brawa. Chwilę później wszyscy już mieli po kawałku tortu, był on przepyszny, w środku ciasto było ciasto było przekrojone na pół i wypełniony kremem i truskawkami. Po torcie dołączyła do nas przyjaciółka Cassie, Kate tak?
- Cassie, wszystkiego najlepszego! - zawołała i przytuliła przyjaciółkę.
- Dzięki - Cassie odwzajemniła uścisk.
- O bym zapomniała, mam coś dla ciebie. - Kate sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej małe pudełeczko. Cassie otworzyła je a w środku był naszyjnik z połową serduszka i kawałek napisu, z którego jak się domyślam połączone razem wychodzi "Best Friends."
- Dziękuję - tym razem to Cassie przytuliła Kate która natychmiast odwzajemniła uścisk.
- Louis, hej - w końcu zauważyła moją osobę i przytuliła się, odwzajemniłem uścisk.
- Hej. - po tych słowach dołączyła reszta chłopaków którzy jak zwykle spóźnieni i wszystko przegapili.
- Co tu tak pełno ludzi? Z jakiej to okazji? - Niall jak zwykle zacofany.
- Urodziny Cassie głąbie - powiedział Liam i trzepną go lekko w głowę.
- Aaa to wszystkiego najlepszego Cass. - Niall ją przytulił co odwzajemniła i podziękowała. Tak samo zrobiła reszta.
- Jest coś do jedzenia? Głodny jestem. - wszyscy się zaśmiali z wyznania Nialla.
- Jesteście jak zwykle spóźnieni i przegapiliście pyszny tort. - powiedziałem i pochwaliłem tort upieczony przez mamę Cassie.
- To wszystko przez to że się guzdrałeś. - dołączył się Harry.
- Ja? Chyba ty. - jak zawsze Niall zwalał wszystko na innych.
- Nie ten obok. - zaśmiał się Zayn a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem aż zwróciliśmy na siebie uwagę innych. Siedzieliśmy tak w ogrodzie na ławce i prowadziliśmy to co raz bardziej dziwniejsze rozmowy. Musiało to trwać bynajmniej kilka godzin, ponieważ ludzie zaczęli się zbierać do domów.
- My też będziemy się zbierać. - oznajmił Liam i wszyscy się z nim zgodzili w tym i ja.
- Okej. - powiedziała Cassie i dała szybkiego buziaka.
- Do jutra. - rzuciłem szybko i odwróciłem się idąc za chłopakami.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka, tak wiem minęły wieki od poprzedniego rozdziału. Przepraszam was bardzo ale chyba najważniejsze że w ogóle jest nie? Tak więc po tym będą jeszcze może 2 rozdziały lub następny będzie ostatni, jeszcze nie jestem pewna. Postaram się dodać go w następnym tygodniu, prawdopodobnie to będzie weekend. Pozdrawiam. :)


Czytasz=komentujesz :D