niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 5

Jechałyśmy tak przez 15 minut.Wiatr muskał moja twarz i targał włosy, kocham to uczucie, czuję się wtedy jakbym była we własnym świecie, oddzielona od rzeczywistości. Zawsze to robię gdy chcę nad czymś pomyśleć lub pobyć samej. Gdy dojechałyśmy do skateparku, puściłam rękę Kate i zatrzymałam się, chwyciłam deskorolkę i weszłam do parku. Było tam dosyć sporo osób zważywszy na upalną pogodę. Bez zastanowienia podłożyłam deskorolkę pod stopy i zaczęłam jeździć po parku robiąc różne triki.  Na początku wskoczyłam na ławkę i przejechała wzdłuż niej po czym zeskoczyłam, zrobiłam kilka flip'ów, najpierw ollie na rozgrzewkę, który jest to zwyczajny podskok na desce, frontside, jest to ollie z obrotem, kickflip, polega on na obrocie deski wzdłuż jej podłużnej osi, i jeszcze kilka innych. Potem zrobiłam kilka slide'ów, tailslide jest to przejazd po murku tailem. bluntslide, robisz go jadąc kółkami po murku, deska obrócona o 90*. Zrobiłam także nowo nauczonych grind'ów, grindy to przejazd po murku truckami. Nosegrind jedziesz przednim truckiem po murku, a tylni jest w powietrzu i jeszcze parę innych. Zjechałam w dół dołka i wyskoczyłam z niego po drugiej stronie wykonując skok z obrotem, potem zjechałam jeszcze raz w dół ale tym razem zatrzymałam się na krawędzi po drugiej stronie i po chwili zjechałam, gdy dotarłam na drugi koniec, na krawędzi odwróciłam deskę tak że byłam przodem do dołka i zjechałam, na koniec wyskoczyłam po drugiej stronie. Stanęłam z boku i szukałam wzrokiem Kate. Stała i rozmawiała z chłopakiem, podjechałam do niej.
- Hej - przywitałam się.
- Hej - odpowiedziała, spojrzałam na chłopaka który się uśmiechnął.
- Oh, poznajcie się, Cassie to jest Luke, Luke to jest Cassie. - podaliśmy sobie ręce.
- Która jest godzina? - zwróciłam się do Kate.
- 16:00.
- Musimy wracać bo mama o 17 idzie do pracy.
- Okej. Pa Luke - pomachała do niego.
- Czy ty czasami się nie zakochałaś? - spytałam, gdy odeszłyśmy na bezpieczną odległość od chłopaka.
- Ja? T..nie... - zająkała się, co rzadko się zdarza.
- Haha mnie nie oszukasz, jąkasz się co znaczy że tak - zaśmiałam się, fakt jest przystojny ale nie mój typ.
- No dobra, może i się zakochałam ale co w tym złego - przyznała.
- Nic. - wyszłyśmy z parku i zaczęłyśmy jechać w górę ulicy, co było dość trudne i wyczerpujące.
Gdy dojechałyśmy do domu, pierwsze co zrobiła to pobiegłam do kuchni po szklankę wody. Gdy mama wyszłam zamówiłyśmy sobie pizze.
- To opowiedz mi jaki on jest. - powiedziałam do Kate, a ta spojrzała na mnie zdezorientowana jakby nie wiedziała o czym mówię.
- Umm....Luke jest słodki, miły, umięśniony i oczywiście potrafi jeździć na desce. - tak dla niej najważniejsze jest to że potrafi jeździć. - podoba mi się, mam nawet jego numer - ucieszyła się, a no tak, ta to zawsze wyciąga numer od kolesi których dopiero pozna. - a tak przy okazji wyjeżdżam w piątek do babci na kilka tygodni bo się za mną stęskniła.
- Spoko. - zadzwonił dzwonek do drzwi co oznacza że przyjechała nasza pizza. Poszłam otworzyć drzwi, wzięłam pudełka pizzy i zapłaciłam, zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu. Otworzyłam pizza i zaczęłyśmy jeść. Jak to na nas przyszło było przy tym mnóstwo zabawy. Ja się prawie poplułam ponieważ Ellie wylądowała twarzą w swoją pizze z niewiadomego mi sposobu, Kate się zakrztusiła widząc Ellie w keczupie. Gdy skończyłyśmy i posprzątałyśmy, napełnione siedziałyśmy na kanapie.
- Cassie nauczysz mnie jeździć na deskorolce? - zapytała Ellie. Spojrzałam na zegarek 18:00. W sam raz na nauczanie ponieważ na dworze nie jest tak gorąco ale jest jasno.
- Jasne, chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam swoje cztery litery do wyjścia a za mną dziewczyny. Wzięłam jedną z moich starszych desek i wyszłyśmy.
- Stań na niej obiema stopami w lekkim rozkroku aby utrzymać równowagę. - poinstruowałam ją - nie martw się będę ją trzymać i ciebie też więc nie spadniesz. - zapewniłam małą, więc weszła na deskę a ja ją mocno trzymałam żeby nie spadła. - dobrze, a teraz będę cię lekko popychać do przodu - oznajmiłam - i jak jest dobrze? - spytałam.
- Tak jest fajnie - powiedziała wesołym głosem.
- Okej, teraz się zatrzymamy i cię puszczę, Ja będę stać po jednej stronie a Kate po drugiej także cię złapiemy - zauważyłam lekki szok na twarzy Ellie ale kiwnęła głową. tak jak powiedziałam tak zrobiłyśmy - nie bój się nic ci nie będzie. - zapewniłam, puściłam ją a ta lekko się zachwiała i miała lekkie przerażenie na twarzy na chwilkę, ale szybko się ustabilizowała i wtargnął na jej twarz szeroki uśmiech. - Dobrze. Szybko się uczysz - pochwaliłam.
- Chcę sama jechać
- No nie wie, najpierw musisz się nauczyć utrzymać równowagi na jednej nodze a na to jesteś jeszcze za mała i mama by mnie chyba zabiła gdyby coś ci się stało - powiedziałam a na jej twarzy pojawił się szok - nie dosłownie zabiła - powiedziałam na co oboje się zaśmiałyśmy - popcha cię z powrotem do domu, co ty na to?
- Taaak! - wykrzyczała. Resztę wieczoru spędziłyśmy na rozmowach o wszystkim i o niczym.


*2 dni później*

Kate wyjechała do babci, spotkałam kilka razy Ryan'a ale dawał mi tylko groźne spojrzenia, które starałam się ignorować. Spotkałam także Louis'a, co raz lepiej nam się rozmawia i jestem mniej nieśmiała. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Odblokowałam telefon i otworzyłam wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Nieznany
Odbiorca: Cassie

Hej Cassie, co robisz?
                                                                                                                                                     Louis :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Skąd on ma mój numer? Kate... uduszę ja jak wróci. Szybko zapisałam jego numer i zaczęłam wystukiwać wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Nic, leże i się nudzę. A ty? :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Louis
Odbiorca: Cassie

Przyjdziesz do parku? Też mi się nudzi :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Jasne zaraz będę :D

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wyciągnęłam z szafy skórzaną kurtkę i zjechałam po poręczy na dół.
- Mamo wychodzę, nie wiem kiedy będę! - oznajmiłam jej i wyszłam, biorąc deskorolkę. Podłożyłam ją pod stopy i jechałam w stronę parku. Gdy dojechałam, zeszłam z deski i zaczęłam rozglądać się za znajomą twarzą ale nigdzie nie go nie widziałam więc usiadła na ławkę i czekałam. Kilka minut później zauważyłam jak Louis podjeżdża na swojej deskorolce. Tego to się nie spodziewałam.
- Hej - przywitał się i uśmiechnął.
- Hej - odwzajemniłam uśmiech. Staliśmy tak i patrzyliśmy sobie w oczy jak zahipnotyzowani.
- To czemu chciałeś się ze mną spotkać? - spytałam nie wiedząc co mogę powiedzieć.
- Chciałem ujrzeć twoje piękne oczy.
- Oh - tylko tyle dało mi się powiedzieć.
- Przejedziemy się?
- Jasne. - pojechaliśmy do skateparku i tam się wygłupialiśmy, pokazywaliśmy triki które potrafiliśmy. Louis był bardzo dobry w jeździe potrafił o wiele więcej niż ja, pewnie dlatego że ja wole jeździć bardziej dla przyjemności niż znaniu trików, nauczył mnie kilka nowych trików przy których było mnóstwo zabawy i śmiechu a także spotkania z podłogą.
- Dzięki za uratowanie mojego tyłka przed kolejnym spotkaniem z twardą podłogą - zaśmiałam się i odwróciłam w jego stronę.
- Nie ma za co - powiedział i się na mnie patrzył a ja na niego. Była to dziwna ale zarazem przyjemna cisza. Zauważyłam że zaczął przybliżać głowę, dobrze wiedziałam co chce zrobić.
- Louis... ja.... - odepchnęłam go lekko - nie mogę... - dodałam.
- Przepraszam, nie wiem czemu chciałem to zrobić - przeprosił i spuścił głowę.
- Nie szkodzi - powiedziałam i uśmiechnęłam się - pójdziemy coś zjeść? Zgłodniałam.
- Jasne. Znam dobre miejsce na mieście. - Pojechaliśmy do jego domu, który jak się okazuje jest ulicę dalej od mojego. Dom jest duży, ma podjazd na garaż, zgaduję że ma on 5 pokoi ponieważ mieszka on z kumplami z zespołu.
- Zaczekaj tutaj - powiadomił mnie i poszedł do garażu, po chwili wyjechał z niego czarnym audi. Wsiadłam na miejsce obok kierowcy. W środku siedzenia i cała reszta też była czarna.
- Wow. - wydusiłam, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć.
- Wiem. - uśmiechnął się i wyjechał z podjazdu i skierował się w stronę miasta.

Louis pov:

Jechaliśmy w ciszy, no może nie całkiem bo muzyka w radiu grała. Nie myślałem że w ciągu tygodnia tak bardzo mi zaufa, żebym wiózł ją moim samochodem bez żadnych protestów. Co jakiś czas spoglądałem na nią, patrzyła przez otwarte okno, przez co wiatr targał jej piękne długie brązowe włosy. Wystawiła głowę za okno, zamknęła oczy i uśmiechała się, widocznie kocha wiatr który jest wydawany przez prędkość pojazdu. Dobrze wiem jakie to uczucie, ja też to kocham. Uśmiechnąłem się do siebie i lekko przyśpieszyłem. Dojechaliśmy na miejsce 5 minut później, zaparkowałem samochód pod Nandos. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka, zajęliśmy nasze miejsca a chwile później podszedł kelner. Złożyliśmy nasze zamówienia i odszedł. Cassie rozglądała się po pomieszczeniu.
- Nigdy tu nie byłaś? - zapytałem, na co pokręciła głową. 10 minut później otrzymaliśmy nasze zamówienie i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku, poszliśmy do Starbucksa i kupiliśmy napoje, potem długo spacerowaliśmy po centrum Londynu, ponieważ Londyn pięknie wygląda nocą i rozmawialiśmy na różne tematy, było przy tym mnóstwo śmiechu. Spojrzałem na zegarek 1:30.
- Powinniśmy wracać do domu, jest już grubo po pierwszej - powiedziałem.
- Okej - powiedziała zaspanym głosem i oparła głowę o moje ramie gdy szliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i odjechałem. Cassie sobie smacznie spała, z głową opartą o szybę.
- Cassie obudź się, jesteśmy - powiedziałem i szturchnąłem jej ramie, powoli otworzyła oczy.
- Dziękuje za wspaniały dzień - powiedziała i przychyliła głowę bliżej i ucałowała mój policzek, po czym wyszła z samochodu. Siedziałem i obserwowałem, za nim jednak weszła do domu odwróciła się jakby wiedziała że jeszcze stoję i pomachała do mnie, na co jej odmachałem i odjechałem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Jest kolejny rozdział!! Co myślicie o tym rozdziale? Kolejny pojawi się może jeszcze dzisiaj albo jutro. Z góry przepraszam za wszystkie błędy :)

Czytasz=komentujesz :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz