poniedziałek, 4 maja 2015

Epilog

- Jeszcze tydzień wakacji. - powiedziałam do siebie i westchnęłam. Wyjęłam z szafy czyste ubrania i poszłam do łazienki, zrobiłam poranną toaletę i ubrałam wcześniej wybrany przeze mnie strój, który, składał się z krótkich spodenek i bluzkę na ramiączkach z logiem 5SOS. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie,  przeglądając Twittera na telefonie. Gdy skończyłam dostałam wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Louis
Odbiorca: Cassie

Bądź gotowa na 14 ;) 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Spojrzałam na zegarek 13:30, mam pół godziny by się przygotować. Poszłam więc do łazienki i uczesałam włosy w luźnego koka, przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam że dobrze wyglądam więc nie muszę się przebierać. Nie wiedząc co robić przez ostatnie 20 minut, położyłam się na łóżku i weszłam w aplikację Vine na moim telefonie i zaczęłam oglądać filmiki. Te 20 minut minęły naprawdę szybko ponieważ chwilę później usłyszałam klakson samochodu Louisa, wyszłam z aplikacji blokując telefon i włożyłam go do kieszeni. Napisałam szybką notkę do mamy że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Moja siostra wyszła z mamą. Kolejny raz usłyszałam dźwięk klaksonu, jeny jacy ci faceci są niecierpliwi, zaśmiałam się. Ubrałam buty i wzięłam kluczyki od domu i wyszłam z domu, szybko zakluczyłam drzwi i skierowałam się do samochodu gdzie siedział Louis. 
- Hej - przywitał mnie i pochylił się by mnie pocałować.
- Hej - odpowiedziałam gdy już się ode mnie oderwał.  Zapięłam pasy,` a Louis uruchomił silnik i odjechał z pod mojego domu. Otworzyłam okno, oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy a wiatr wiał w moją twarz chłodząc mnie. Po jakiś 20 minutach jazdy byliśmy na miejscu, więc wyszłam z samochodu i rozejrzałam się. Wydaję mi się że już kiedyś tu byłam, Louis splątał nasze palce i poprowadził naprzód. Słyszałam muzykę i krzyki ale nadal  nie mogłam sobie przypomnieć skąd kojarzę to miejsce. Gdy byliśmy już wystarczająco blisko zauważyłam wysoki znak na którym widniał napis "Park rozrywki" i już wiedziałam gdzie jestem. Pamiętam że jako mała dziewczynka zawsze ciągnęłam i błagałam mamę by mnie tu przywiozła. Jak ja dawno tu nie byłam, ale skąd Louis wiedział że lubię takie miejsca? Już miałam zapytać, ale akurat doszliśmy do kasy.
- Dwa bilety proszę. - powiedział Louis do faceta w budce, a ten podał mu bilety i otworzył bramkę. Najlepsze że to wszystko w tym parku jest za darmo i możesz grać  i jeździć na kolejkach ile tylko chcesz. W środku aż tryskałam ze szczęścia i miałam szeroki uśmiech na ustach. 
- Zgaduję że lubisz parki rozrywki? - gdy usłyszałam jego głos strzeliłam buraka i przegryzłam wargę kiwając głową.
- Tak, kocham. 
- Ja też. - na tą odpowiedź trochę mi ulżyło że nie tylko ja kocham takie parki. 
- To gdzie najpierw idziemy? - zapytałam Louisa jak małe dziecko na co się zaśmiał.
- A na co masz ochotę skarbie? - zapytał a ja wystrzeliłam jak z armaty w stronę mojej ulubionej kolejki. 


Jeździliśmy chyba już na wszystkim i się trochę zmęczyłam, więc usiedliśmy na ławce by odpocząć chwilę i zabrać się za resztę. 
- Chcę wygrać dla ciebie dużego białego misia. - oznajmił Lou.
- Okej. - uśmiechnęłam się i podeszliśmy do stoiska z misiami. Louis odebrał 3 piłeczki od faceta i zaczął rzucać, ale coś mu nie wychodziło bo trafiał obok w jakąś puszkę którą wygrał na co się zaśmiałam.
- Nie chcę puszki tylko misia. - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Kurde myślałem że będzie to łatwiejsze. - wziął kolejną porcję piłek i to samo. Potem kolejną i kolejną. Po jakieś godzinie udało mu się zdobyć wymarzonego dużego misia dla mnie.
- Jest nareszcie! - wykrzyczał na cały park i wszyscy spojrzeli się w naszą stronę a ja spaliłam rumieńca. - Proszę to dla ciebie kochanie. - dodał i podarował mi go, wzięłam go i pocałowałam namiętnie, Chwilę później usłyszałam klaskanie, więc oderwałam się i przytuliłam się do niego by schować rumieniec.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hejka, tak wiem bardzo długo minęło od poprzedniego postu, ale trudno nie moja wina :( No ale jest epilog nareszcie! Inaczej wyobrażałam sobie tego bloga, ale trudno jest jak jest i nie mogę tego zmienić. Dziękuję że byliście ze mną podczas tego bloga i byliście cierpliwi czekając na kolejne rozdziały oraz dziękuję za wszystkie komentarze. Dziękuję za wszystko i życzę weny wszystkim którzy piszą swoje blogi. A to co ma być dalej to już zostawiam wam i waszej wyobraźni :D 



piątek, 20 marca 2015

Rozdział 13

Louis POV:

- Niall! - zawołałem.
- Co?! - usłyszałem głos przyjaciela.
- Gdzie moje kanapki?
- No a jak myślisz? - powiedział Liam, który nagle wyrósł w przejściu kuchni. Zmarszczyłem na niego brwi, chwilowo nie wiedząc, o co mu chodzi. Otworzyłem szeroko oczy, wiedząc już „gdzie” są moje kanapki.
- Niall nie żyjesz! - oznajmiłem chyba to całemu światu i pobiegłem na górę gdzie przesiadywał sobie Niall. Wparowałem do jego pokoju a tam...nikogo nie ma. Zdziwiłem się, unosząc brwi ku górze i rozejrzałem się po pokoju. Syf...syf...syf... boże ten człowiek tu nie sprząta? Zresztą co ja się okłamuję, lepszy nie jestem. Moje spojrzenie przykuło otwarte okno. No jasne a jakżeby inaczej, uciekł, wróci dopiero wieczorem, myśląc, że do tego czasu o tym zapomnę i wybaczę wszystkie jego grzechy, z czym się raczej zgodzę, nie potrafię długo się gniewać na przyjaciół. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do kuchni z zamiarem zrobienia nowych kanapek, ale mnie lekko wmurowało, gdy zobaczyłem Niall ze spuszczoną głową. Złożyłem ręce na piersi.
- Louis przepraszam, głodny byłem, a nie chciało mi się robić. Zniosę każdą karę, którą mi wymierzysz. - w końcu odważył się spojrzeć w moją stronę.
- Dobra...przez tydzień będziesz robić mi śniadanie. - uśmiechnąłem się i przytuliłem. - A teraz do roboty, głodny jestem. - Oderwałem się od uścisku i poszedłem do salonu. Rozwaliłem się na fotelu i włączyłem telewizor. Skakałem po kanałach nuda... nuda...nuda...o mecz, uśmiechnąłem się do siebie i rozsiadłem wygodniej na fotelu. Chwilę później wrócił Niall z talerzem, na którym znajdowały się kanapki.
- Dzięki. - powiedziałem i wróciłem do oglądania a Niall pewnie wrócił do swojego pokoju zostawiając mnie samego. Jednak zostało mi to szybko przerwane, gdy do salonu wparował Harry a tuż za nim Zayn.
- Zayn no odpuść, błagam. Po prostu przyjmij to do świadomości, że jestem lepszy od ciebie! - Jak zwykle pokłócili się o granie w Fifę.
- Nie, to ty oszukujesz! - Zayn nie dawał za wygraną. To trochę śmieszne, takie darmowe kino.
- Nie, ty nie umiesz grać. Zresztą jak można oszukiwać w Fifę? - W tym momencie do pokoju wpadł Liam.
- Chłopaki stop! - krzyknął i stanął między nimi, rozdzielając ich przy tym. Mecz, który oglądałem, został już zapomniany. Teraz skupiłem się na awanturze między chłopakami. - Zawsze o to samo się kłócicie. Zayn nie możesz się w końcu z tym pogodzić, że Harry po prostu jest dobry w graniu? - Zayn już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale Liam go uprzedził. - Nie, nie mówię, że nie umiesz grać, ale Harry jest lepszy, nawet Louisa potrafi pokonać, a dobrze wiesz, jaki jest Louis. - Spojrzał na mnie, posłałem mu uśmiech, który odwzajemnił. - A ty - zwrócił się do Harry'ego - mógłbyś trochę ustąpić.
- Wiem, sorry. - powiedział Harry, lecz ja wiem, że tego nie zrobi, uparciuch z niego. W tym momencie mój telefon zadzwonił, odebrałem bez patrzenia kto to.
- Halo? - powiedziałem do słuchawki.
- Hej - usłyszałem dobrze mi znany głos.
- Hej kochanie jak tam?
- Dobrze, możesz do mnie przyjść? Weź ze sobą chłopaków.
- Ok, będziemy za 15 minut.
Rozłączyłem się.
- Chłopaki zbierać się idziemy do Cassie. - zawołałem i skierowałem się do drzwi frontowych, założyłem moje ulubione vansy, zgarnąłem deskę i wyszedłem  nie czekając na chłopaków, dojdą. Podłożyłem deskę pod stopy i kierowałem się w górę ulicy do domu Cassie. Mój telefon zawibrował w kieszeni, więc zatrzymałem się i go wyciągnąłem. To była wiadomość od Cassie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Wejdź oknem ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uśmiechnąłem się do siebie na tę wiadomość. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni i wróciłem do jazdy już po prostszej drodze. Jezu czemu musi tu być taka wielka górka. Bez problemu wdrapałem się na drzewo, gdy dotarłem do domu Cassie i wszedłem do jej pokoju przez okno, tak jak mnie prosiła. Rozejrzałem się po pokoju szukając wzrokiem Cassie, ale nigdzie jej nie było. Widocznie o mnie zapomniała, wzruszyłem ramionami i wyszedłem z niego, kierując się na dół do salonu. Gdy tam dotarłem do wybranego celu, było tam dużo ludzi, ciekawe z jakiej okazji.
- O Lou jesteś! - usłyszałem za sobą głos mojej dziewczyny, uśmiechnąłem się i odwróciłem w jej stronę akurat w momencie, gdy na mnie skoczyła i zaplotła nogi wokół mojego pasa, zapewne chciała mi skoczyć na plecy, ale się jej to nie udało.
- Hej, no jasne, że jestem przecież, mówiłem, że zaraz będę.- powiedziałem i przytuliłem.
- Zapomniałam to wszystko przez to. - pokazała rękoma dookoła.
- No właśnie co tu się dzieje?
- Aaa nie powiedziałam ci, są moje urodziny! - wykrzyczała chyba na cały dom.
- Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej, kupiłbym ci prezent. - zrobiłem smutna minę - Wszystkiego najlepszego. - zaraz po tych słowach zaatakowałem jej pełne różowe usta, natychmiast odwzajemniła pocałunek. - Za karę, jutro cię porywam.
- Okej - uśmiechnęła się i pociągnęła mnie w stronę wyjścia na ogród, gdzie znajdowała się większa część gości. - Zaraz będzie mój tort. - Cieszyła się jak mała dziewczynka. Jak na zawołanie weszła mama Cassie z tortem w rękach i zaczęła śpiewać "Happy Birthday" a po chwili dołączyli goście więc i ja zacząłem. Tort był idealnie ozdobiony biało-ciemnym kremem a na środku były powbijane świeczki które uformowały imię "Cassie" oraz liczbę 19. Gdy skończyliśmy śpiewać Cassie zdmuchnęła świeczki i uśmiechnęła się szeroko lekko się rumieniąc podczas gdy wszyscy bili brawa. Chwilę później wszyscy już mieli po kawałku tortu, był on przepyszny, w środku ciasto było ciasto było przekrojone na pół i wypełniony kremem i truskawkami. Po torcie dołączyła do nas przyjaciółka Cassie, Kate tak?
- Cassie, wszystkiego najlepszego! - zawołała i przytuliła przyjaciółkę.
- Dzięki - Cassie odwzajemniła uścisk.
- O bym zapomniała, mam coś dla ciebie. - Kate sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej małe pudełeczko. Cassie otworzyła je a w środku był naszyjnik z połową serduszka i kawałek napisu, z którego jak się domyślam połączone razem wychodzi "Best Friends."
- Dziękuję - tym razem to Cassie przytuliła Kate która natychmiast odwzajemniła uścisk.
- Louis, hej - w końcu zauważyła moją osobę i przytuliła się, odwzajemniłem uścisk.
- Hej. - po tych słowach dołączyła reszta chłopaków którzy jak zwykle spóźnieni i wszystko przegapili.
- Co tu tak pełno ludzi? Z jakiej to okazji? - Niall jak zwykle zacofany.
- Urodziny Cassie głąbie - powiedział Liam i trzepną go lekko w głowę.
- Aaa to wszystkiego najlepszego Cass. - Niall ją przytulił co odwzajemniła i podziękowała. Tak samo zrobiła reszta.
- Jest coś do jedzenia? Głodny jestem. - wszyscy się zaśmiali z wyznania Nialla.
- Jesteście jak zwykle spóźnieni i przegapiliście pyszny tort. - powiedziałem i pochwaliłem tort upieczony przez mamę Cassie.
- To wszystko przez to że się guzdrałeś. - dołączył się Harry.
- Ja? Chyba ty. - jak zawsze Niall zwalał wszystko na innych.
- Nie ten obok. - zaśmiał się Zayn a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem aż zwróciliśmy na siebie uwagę innych. Siedzieliśmy tak w ogrodzie na ławce i prowadziliśmy to co raz bardziej dziwniejsze rozmowy. Musiało to trwać bynajmniej kilka godzin, ponieważ ludzie zaczęli się zbierać do domów.
- My też będziemy się zbierać. - oznajmił Liam i wszyscy się z nim zgodzili w tym i ja.
- Okej. - powiedziała Cassie i dała szybkiego buziaka.
- Do jutra. - rzuciłem szybko i odwróciłem się idąc za chłopakami.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka, tak wiem minęły wieki od poprzedniego rozdziału. Przepraszam was bardzo ale chyba najważniejsze że w ogóle jest nie? Tak więc po tym będą jeszcze może 2 rozdziały lub następny będzie ostatni, jeszcze nie jestem pewna. Postaram się dodać go w następnym tygodniu, prawdopodobnie to będzie weekend. Pozdrawiam. :)


Czytasz=komentujesz :D




czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 12

Obudziłam się nie na swoim łóżku, szybko otworzyłam oczy i usiadłam jak poparzona, rozejrzałam się po pokoju, on też nie jest mój. Wróciłam myślami do wczorajszego dnia, urodziny Lottie. Poczułam jak ktoś porusza się za mną, odwróciłam głowę by zobaczyć tam Louisa, momentalnie uśmiechnęłam się na ten widok. Louis pomruczał cichutko i odwrócił się tyłem do mnie. Powoli i po cichu wstałam z łóżka by zabrać moje rzeczy z pufy i weszłam do łazienki. Umyłam się i ubrałam, po czym wyszłam, Louis siedział na łóżku już prawie ubrany.
- Dzień dobry - przywitał się i uśmiechnął gdy mnie zauważył i przeciągnął koszulkę przez głowę.
- Hej - odwzajemniłam uśmiech.
Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie, chwile potem poczułam owijające się wokół mnie silne ramiona. Oparłam się o Louisa ramie i spojrzałam w górę wpatrując się w jego oczy, piękne niebieskie tęczówki w których coraz bardziej się zatapiam.
- Kocham cię Lou. - wyszeptałam mu prosto do ucha.
- Też cię kocham Cass. - odpowiedział i ucałował moje czoło. - Chodźmy na śniadanie. - oznajmił i pociągnął mnie w stronę drzwi by wyjść z pokoju na korytarz.
W kuchni stała już mama Louisa robiąc śniadanie.
- Dzień dobry mamo. - przywitał się i odszedł ode mnie by przytulić swoją mamę.
- Ooo wstaliście już, siadajcie za chwilę śniadanie. - powiedziała radośnie. Chwilę później słyszałam jak ktoś biega na górze, a raczej słychać było jakby stado słoni właśnie przebiegło.
- Dziewczynki spokój tam i złazić na dół na śniadanie! - krzyknęła mama Louisa, na co oboje zachichotaliśmy.
- Oni tak zawsze. -powiedział Lou tak żebym tylko ja to słyszała. W tym momencie siostry Lou wpadły do kuchni o mało nie potykając swoją mamę z gorącą patelnią, na co dała im groźne spojrzenie i od razu się uspokoiły. Po śniadaniu Louis odprowadził mnie do domu.
- Dzięki za odprowadzenie mnie. - powiedziałam. Louis nie powiedział nic po prostu zaatakował moje usta. - Ja naprawdę muszę iść - wymamrotałam pomiędzy pocałunkami.
- To idź, przecież nic nie robię. - zaśmiał się i poczułam jak się uśmiecha. Żadne z nas nie chciało się odsunąć,
- No właśnie, nic nie robisz a powinieneś. - jak na komendę jego pocałunki stały się bardziej łapczywe i zachłanne, napierał na mnie dopóki moje plecy nie zderzyły się ze ścianą mojego domu. Powoli zjeżdżał pocałunkami w dół, najpierw po szczęce a potem na szyję, odchyliłam głowę na bok by miał lepszy dostęp.
- Lou. - wyszeptałam a on szybko wrócił do moich już opuchniętych i czerwonych warg. Staliśmy tak i całowaliśmy przez jeszcze kilka minut które wydawały się jak godziny.
>- Powinnaś już iść. - oznajmił gdy się ode mnie odsunął z opuchniętymi ustami i szerokim uśmieszkiem.
- Tak, pa. - uśmiechnęłam się z wielkimi rumieńcami i weszłam do domu, i jak na zawołanie mój telefon wydał charakterystyczny dźwięk nadchodzącej wiadomości.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nadawca: Kate
Odbiorca: Cassie
Dłużej się nie dało? Staliście tam jakieś 15 minut. :*
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak myślałam że ktoś nas obserwuje, któż by inny jak nie moja przyjaciółka z naprzeciwka Kate.Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam tam dziewczynę w oknie w swoim pokoju, gdy mnie zauważyła pomachała mi co odwzajemniłam. Zasłoniłam okno z powrotem i poszłam do mojego pokoju. Glebłam się na łózko a moje myśli zajął Louis i scena przed domem którą Kate "widziała."
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka, wiem długo czekaliście na ten rozdział, Jest krótki i w ogóle ale bez weny to nie to samo, chociaż chyba trochę wróciła.Napisałam go specjalnie dla was bo długo nic nie wstawiałam.Zapowiada się tak zwany "przekręt" ale nie wiem czy o tym pisać, bo może to zepsuć całego bloga. Napiszcie w komentarzach czy mam ryzykować czy lepiej nie, bo wszystko może się zepsuć. A co do rozdziałów, nie wiem kiedy będzie następny i mogą pojawiać się rzadziej dopóki nie odzyskam weny całkowicie. Buziaki i piszcie w komach co sądzicie. Do następnego. :*
Czytasz=komentujesz :D

poniedziałek, 16 lutego 2015

Przepraszam :(

Hej, wiem czekacie na ten rozdział już bardzo długo, ale weny jak nie było tak nie ma i bardzo was za to przepraszam. :( Próbowałam coś wymyślić ale nic z tego, szkoła i w ogóle mi pomysły wyparowały. Teraz mam tydzień wolnego od szkoły, więc postaram się coś napisać i wrzucić, może wtedy wena mi wróci i będą się pojawiać częściej i zgodnie z zaplanowanym terminem :) Jeszcze raz przepraszam mam nadzieję że mi wybaczycie i zostaniecie. ;)

Pozdrawiam i życzę miłych ferii zimowych :D

Na pociechę łapcie zdjęcie mokrych chłopców haha :*

środa, 28 stycznia 2015

Liebster Awards!

1. Dziękuję za nominację Mrs.Malik  :*

Nominacja do LA jest otrzymywana od innego blogera za tak zwaną dobrą robotę. Nominuję się blogi o małej liczbie wyświetleń i obserwatorów.

1. Kogo z 1D lubisz najbardziej?
Louis i Niall :)
2. Ulubiony kolor?
Czerwony/niebieski/zielony :D
3. Gdzie chciałabyś zamieszkać?
W Londynie albo gdzieś w Ameryce np. LA lub NY.
4. Czego pragniesz w życiu?
Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym.
5. Twoje najskrytsze marzenie?
Nie powiem bo się może nie spełnić :P
6. Ulubiona książka?
Czytałam tylko dwie książki "Percy Jackson i Złodziej Pioruna" i "Gwiazd Naszych Wina" więc obydwie są moimi ulubionymi :D
7. Ulubiona piosenka?
Aktualnie jest to John Legend All Of Me :)
8. Jaką chciałabyś mieć moc?
Chciałabym mieć moc niewidzialności i nieśmiertelności.
9. Co byś zrobiła po spotkaniu idola?
Nie wiem, nigdy nie spotkałam żadnego z moich idoli twarzą w twarz ale pewnie bym leżała w swoim pokoju i ryczała haha
10. Ulubiony film?
Flipper :D
11. Ile lat należysz do fandomu Directioners?
1 rok i 5 miesięcy :)

2. Dziękuję za nominację Tio Ali

1. Do jakich fandomów należysz?
Directioner, 5SOSFamily, R5Family, Roomie, Mixer,Vampette :)
2. Twoje największe marzenie?
Jeżeli powiem musiałabym cię zabić :P
3. Jaki jest twój życiowy cel?
Mój życiowy cel powiadasz? Mam kilka ale ci nie zdradzę :P
4. Gdzie widzisz się za 20 lat?
W domu :D :P A tak szczerze to nie mam pojęcia co się stanie.
5. Czy lubisz McDonalds?
Tak.
6. Często chodzisz do kina?
Nie ale chciałabym częściej z przyjaciółkami chodzić.
7. Ulubieniec z 1D?
Louis i Niall.
8. Od kiedy jesteś Directioner?
Rok i 5 miesięcy <3
9. Czy jeśli istniał by guzik dzięki któremu mogłabyś urodzić się jeszcze raz, w jakimkolwiek losowo wybranym miejscu, (mógłby to być kraj w stanie wojny, Hawaje, biedna wioska Afrykańska ... itd [NIE WIEDZIAŁABYŚ GDZIE SIĘ ZNAJDZIESZ] zaryzykowałabyś?
Raczej tak, może i byłoby ciekawiej :D
10. Ulubiony polski i zagraniczny aktor i aktorka?
Zagraniczny aktor: Josh Hutcherson, Jensen Ackles, Wentworth Miller, Dylan O'Brien i Tyler Posey.
Zagraniczna aktorka: Crystal Reed, Nina Dobrev i Shailene Woodley.
Polski aktor: Jakub Gierszał i Mateusz Damięcki.
Polska aktorka: Izabella Miko
Nie lubię polskich filmów za bardzo więc nie mam zbytnio ulubionych :D
11. Najlepsza książka na świecie według ciebie?
Czytałam tylko dwie książki więc, Percy Jackson i złodziej Pioruna oraz Gwiazd Naszych Wina.


Nominuję:
1. Rose i Niall 
2. Dark Louis Tomlinson 
3. Fortress Heltown Johnson 
4. Madness 
5. Strange Louis Tomlinson 

Moje pytania:
1. Od jak dawna jesteś Directioner?
2. Lubisz pizze?
3. Do jakich fandomów jeszcze należysz?
4. Chcesz zrobić sobie kiedyś tatuaż?
5. Ulubiony kolor?
6. Ulubiony przedmiot w szkole?
7. Jaką piosenkę ostatnio często słuchasz?
8. Twoja ulubiona książka?
9. Ulubiony film/serial?
10. Co chcesz osiągnąć w życiu?
11. Twój ulubieniec z 1D?


Jeszcze raz dziękuję za nominację i pozdrawiam wszystkich :*

Co do rozdziału/dalszych postów nie wiem kiedy może się pojawić ponieważ uciekła mi wena :( ale postaram się coś wykombinować i wstawić jak najszybciej będzie to możliwe. :( :*




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 11

Obudził mnie telefon który leży na szafce, otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam na zegarek, 8:30. Kto do cholery dzwoni do ludzi o tak wczesnej porze? Wzięłam telefon i odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Halo? - powiedziałam zmęczonym głosem do słuchawki.
- Obudziłam cię? - spytała Kate.
- Nie wcale.
- Przepraszam że tak wcześnie, ale mam sprawę.
- Dawaj.
- No więc, mam sprawę życia i śmierci - taa pewnie znowu nie ma co ubrać, ma 3 razy więcej ciuchów ode mnie i Ellie razem wzięte. - Nie mam co ubrać. - zgadłam.
- Kobieto o tej godzinie się śpi a nie martwi że nie ma ubrać.
- No ale mam randkę.
- I ty dopiero teraz mi o tym mówisz? Zaraz będę. - rozłączyłam się i szybko wstałam i ubrałam się. Szybko zbiegłam na dół do kuchni i wlałam wody do szklanki i wypiłam ją, po czym pośpiesznie założyłam buty i wybiegłam z domu na drugą stronę. Zapukałam do drzwi, kilka sekund potem odtworzyły się.
- Nareszcie chodź.- powiedziała i pociągnęła na górę, ale przywitanie normalnie pierwsza klasa.
- Ciebie też miło widzieć. - powiedziałam z udawanym uśmiechem.
- Przepraszam.
- No przecież żartuję. Jeśli chodzi o randkę mojej przyjaciółki jestem dostępna o każdej porze dnia i nocy - zaśmiałam się.
- Dziękuje. - uśmiechnęła się. - A teraz proszę pomóż mi. - dosłownie mnie błagała.
- Dobra uspokój się i powiedz mi z kim masz tą randkę.
- No jak to z kim Lukiem. - powiedziała jakby to był oczywisty fakt. Kiwnęłam tylko głową i zaczęłam przeglądać jej garderobę w poszukiwaniu czegoś co by nadawało się na randkę.
- Nie - powiedziała i pokręciła głową na potwierdzenie swoich słów, gdy pokazałam jej czerwoną sukienkę która sięga do połowy ud. Kolejna sukienka która wpadła mi w ręce była czarna z koronką u dole, także pokręciła głową. potem były kolejne i kolejne i na wszystkie się nie zgadzała. Następna była biała przy górze a reszta niebieska bez ramiączek, która szczerze mi się najlepiej podobała i mam nawet identyczną. Sięgała ona także do połowy ud ale była luźna u dole, tak że falowała.
- Tak! - krzyknęła z radości.
- No widzisz to nie było takie trudne.
- Zrobisz mi jeszcze fryzurę i makijaż?
- Jasne. - zgodziłam się a Kate pobiegła do łazienki by się ubrać, i po chwili wróciła z kosmetyczką i narzędziami do włosów.
- Wiesz gdzie cię zabiera? - próbowałam nawiązać jakąś rozmowę podczas malowania jej oczu.
- Nie, powiedział tylko że to randka i mam się ładnie ubrać.
- Czyli zrobi ci niespodziankę.
- Taa nie lubię niespodzianek. - i tu mówi całkowitą prawdę, zaśmiałam się.
- A na którą?
- 13:00. - powiedziała a ja automatycznie spojrzałam na zegarek by zobaczyć jak szybko muszę ją przygotować, była 11:00. Mamy 2 godziny. Zaczęłyśmy rozmawiać o Luke'u, a raczej ona mi o nim opowiadała a ja jej słuchałam. Kończyłam właśnie kręcić ostatni kosmyk jej włosów i będzie gotowa. Kazałam jej wstać bym mogła zobaczyć ją w całości i byłam całkiem zadowolona z efektu. Mogłabym zostać stylistką czy coś, pomyślałam.
- Wyglądasz ślicznie, jeszcze tylko szpilki i będzie super.
- Jeju dziękuję ci Cass, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - przytuliła mnie i ucałowała policzek.
- Zawsze do usług.
15 minut później usłyszałyśmy pukanie do drzwi, więc poszłam je otworzyć, a moim oczom ukazał się Luke w skórzanej kurtce a pod nią biały top, na nogach miał czarne rurki i buty.
- Um hej... Ja po Kate. - jąkał się, jak słodko. Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Jasne, zaraz zejdzie. - powiedziałam - Kate złaź na dół, twój chłopak już czeka!
- Chwila, nie mogę znaleźć butów! - przewróciłam oczami, ta zawsze ma jakiś problem. - Mam! - uradowała się i usłyszałam jak schodzi na dół wydając stukanie obcasów po schodach. Była cała zarumieniona na twarzy, z tego co zauważyłam na twarzy Luke'a tez był mały rumieniec ale zakrywał to wielkim uśmiechem na ustach.
- No to baw się dobrze. - żegnałam przyjaciółkę i wyszliśmy z domu pozwalając Kate zamknąć dom.
- Dziękuję, zobaczymy się jutro. - ucałowała mój policzek i odeszła z Lukiem do jego samochodu. Mój telefon zaczął dzwonić, Louis.

- Hej co tam?
- Hej, chciałem cię zaprosić na urodziny mojej siostry, jeżeli oczywiście masz czas  i chcesz przyjść.
- Oczywiście że chcę, o której?
- 17:15.
- Okej będę.
- Do zobaczenia.
- Pa.

Rozłączyłam się, i przeszłam na drugą stronę do mojego domu. Zjadłam coś porządnego ponieważ rano wypiłam tylko szklankę wody i teraz daje to we znaki. Potem usiadłam przed telewizorem z Ellie i mamą.
- Mamo wychodzę do Louisa wieczorem. - oznajmiłam.
- Dobrze. - powiedziała. Uwielbiam ją za to że nie zadaje milion pytań co będę robić, po co tam idę, o której będę w domu albo czy będę brała jakieś narkotyki czy cokolwiek innego. Poszłam więc na górę się przygotować ponieważ była już 16:30. Wybrałam niebieskie rurki i luźny top, po czym skierowałam się do łazienki na szybki prysznic. Gotowa zeszłam na dół, ubrałam buty i wzięłam deskorolkę ponieważ tak będzie szybciej. Wyszłam z domu i podłożyłam deskę pod stopy i na nią wskoczyłam i zaczęłam jechać w stronę domu Louisa.

Louis POV.

Dochodziła 17:00 i powoli goście zaczęli się schodzić. Urządzamy urodziny u mnie ponieważ jest więcej miejsca i mam niespodziankę dla Lottie. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi, otworzyłem je a Lottie rzuciła mi się na szyję jakby mnie wieczność nie widziała.
- Tommo! - wykrzyknęła mi prosto do ucha. Ała? Potem jeszcze zaatakowała mnie reszta sióstr przytulając moje nogi po czym szybko się oderwały i pobiegły szukać reszty chłopaków.
- Też się cieszę ale możesz nie krzyczeć mi do ucha? - powiedziałem.
- Sorki. - powiedziała i odstawiłem ją na ziemię, po czym podszedłem do mamy.
- Cześć mamo - przywitałem się z rodzicielką przytulając ją i całując w policzek.
- Hej - w tym momencie ktoś znowu puka do drzwi, otworzyłem je. Moim oczom ukazała się Cassie, śliczna jak zawsze.
- Hej - cmoknąłem ją w usta na powitanie i wpuściłem ją do środka, na co się lekko zarumieniła.
- Mamo to jest Cassie moja dziewczyna, Cassie to moja mama. - poznałem je a Cassie wyciągnęła rękę w jej stronę lecz mama prychnęła i przyciągnęła ją do uścisku, Cassie była lekko zdezorientowana ale odwzajemniła uścisk i uśmiechnęła rumieniąc się jeszcze bardziej. Jak ja kocham jej rumieńce. Splątałem nasze palce gdy się wreszcie od siebie odsunęły i poszliśmy razem do kuchni.
- Wkrótce poznasz moje siostry, kręcą się gdzieś. - wyszeptałem jej na ucho na co przytaknęła.

Cassie POV.

Byłam zaskoczona kiedy mama Louisa tak po prostu mnie przyciągnęła do uścisku. To było takie żenujące gdy podawałam jej rękę. Nie wiem dlaczego ale robię się bardziej nieśmiała niż kiedy nie znałam Louisa. A myślałam ze mam to już za sobą, myliłam się. Kilka minut później zbiegły się siostry Lou.
- Poznajcie Cassie, Cassie to jest Lottie, Daisy, Phoebe i Fizzy. - powiedział Louis. Wszystkie naraz mnie przytuliły, widać to u nich rodzinne. uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Po godzinie rozmawiania przyjechał tort i wszyscy zaczęli śpiewać "Happy Birthday" dla Lottie, potem zdmuchnęła świeczki a Louis powiedział że ma dla niej niespodziankę. Zawiązał jej oczy bandanką i skierował na ogród, wszyscy szli za nimi. Gdy już tam dotarliśmy Louis rozwiązał jej oczy a ta pisnęła ze szczęścia ponieważ stali tam chłopaki z 5SOS ze sprzętem muzycznym, z czego wnioskuję będą dla niej grać. Nie ukrywam też dostałam lekki zawał ale nie taki jak na koncercie albo raczej po. Zagrali kilka piosenek po czym wszyscy wrócili do środka i dostali po kawałku ciasta. Potem rozmawiałam z Louisa mamą o różnych rzeczach, nie myślałam że tak łatwo będzie mi szło rozmawianie z czyjąś mamą. Goście zaczęli już wychodzić, spojrzałam na zegarek 21:00. Louis pociągnął mnie do swojego pokoju gdzie zaatakował moje usta, szybko oddałam pocałunek. Kilka minut później oderwał się i nachylił do mojego ucha.
- Tak długo na to czekałem - wyszeptał.
- Ja też. - odszeptałam. - Mogę skorzystać z łazienki? - kiwnął głową i wskazał drogę, uśmiechnęłam się w podziękowaniu i ruszyłam tak jak kazał Louis. Znalazłam odpowiednie pomieszczenie i zrobiłam to co musiałam potem przemyłam lekko twarz i wróciłam do pokoju Louisa. Leżał na łóżku patrząc się w sufit, położyłam się obok niego.
- Nad czym tak rozmyślasz? - spytałam.
- O tobie - zarumieniłam się, potem zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach i urodzinach. Nie wiem jak długo ale zasnęłam w połowie  przy jego głosie.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sprawdziłam błędy więc myślę że wszystko jest dobrze. Kolejny nie wiem kiedy będzie ponieważ uciekła mi wena ale jak coś mi wpadnie to będę się starać to notować i sklepić w całość. :)


Czytasz=komentujesz :D

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 10

Otworzyłam zmęczone oczy i od razu tego pożałowałam ponieważ słońce wdzierało się przez odsłonięte okno i świeciło prosto na moją twarz.
- Dzień dobry - usłyszałam zaspany głos Louisa za sobą, który się uśmiechał.
- Dzień dobry - odwzajemniłam uśmiech i wstałam by skierować się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic,owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Weszłam do pokoju ale Louisa tam już nie było, pewnie musiał wracać do siebie. Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam z szafy czyste ubrania. Gdy schodziłam po schodach usłyszałam śmiechy, weszłam do kuchni a tam była mama, Ellie i Louis, robią śniadanie.
- Myślałam że poszedłeś.
- Tak, do kuchni - droczył się. Wstawiłam wodę na herbatę i usiadłam na blacie.
- Mogę porwać pani córkę wieczorem? - zapytał Louis moją mamę. Co on do diabła znowu planuje.
- Oczywiście. - odpowiedziała i uśmiechnęła się. Zeskoczyłam z blatu i zalałam herbatę, ponownie usiadłam a obok mnie Louis a na przeciwko mama i Ellie. Po śniadaniu mama wysłała mnie do sklepu, jak zwykle. Ubrałam buty i bluzę i wyszłam z domu a za mną Louis.
- To gdzie mnie zabierasz wieczorem? - spytałam.
- Niespodzianka.
- Czemu ty zawsze mi to robisz, nie lubię niespodzianek. - skłamałam, ja kocham jak ktoś robi mi niespodzianki.
- A ty nie musisz wszystkiego wiedzieć. - droczył się - i kłamiesz, lubisz niespodzianki. - jak on się domyślił? Co on w myślach kurna czyta czy co? Zarumieniłam się. - Kocham gdy się rumienisz.
- Skąd wiesz że kłamałam?
- Odwracasz wzrok i domyślam się że przygryzasz wargę. - on wie więcej o mnie niż ja sama o sobie, cholerny nawyk i te pieprzone rumieńce. Weszliśmy do sklepu i zaczęłam przechodzić między regałami i wrzucałam potrzebne produkty do koszyka. Zatrzymałam się gdy zauważyłam znienawidzoną mi twarz na końcu regału. Proszę nie odwracaj się w tą stronę, błagałam w myślach ale jak na zawołanie odwrócił się i złapał ze mną kontakt wzrokowy a na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek, Z chęcią bym mu go zdjęła z tej fałszywej gęby.
- Co się stało? - spytał Louis gdy we mnie wszedł tym samym wytrącając mnie z transu. Odwróciłam się w jego stronę.
- Nic zamyśliłam się - uśmiechnęłam się i z powrotem spojrzałam w tamtą stronę gdzie przed chwilą stał chłopak lecz już go tam nie było, odetchnęłam z ulgą i szłam dalej. Podeszłam do kasy i wyciągnęłam wszystkie produkty na taśmę, potem przeszłam na drugą stronę i zaczęłam wrzucać skasowane już produkty po czym zapłaciłam i wyszliśmy.
- Hej skarbie - usłyszałam za sobą głos którego tak bardzo nienawidziłam, odwróciłam się a tam stał Ryan oparty o mur sklepu z papierosem. Odepchnął się od ściany i zaczął podchodzić bliżej, w środku aż się we mnie gotowało.
- Czego ty ode mnie jeszcze chcesz?! Zraniłeś mnie a teraz mnie prześladujesz! - wykrzyczałam mu prosto twarz.
- Och jeszcze się nie domyśliłaś? Żebyś do mnie wróciła, spójrz co się ze mną stało kiedy ze mną zerwałaś. - mówił ze spokojem gdy ja miałam ochotę go zabić tu i teraz gołymi rękoma.
- Po co, już od dawna mnie oszukiwałeś, zdradziłeś i strasznie tym zraniłeś. Wiesz w ogóle jak się czułam?
- Okłamywałem i trzymałem cię przy sobie bo bez ciebie u boku jestem inny. Mnie z nią nic nie łączy to tylko romans.
- Już ci nie ufam i nigdy ponownie nie zaufam. Zadzwonię na policję i powiem że mnie prześladujesz. A teraz odpierdol się ode mnie, nie chcę cię więcej widzieć!- wykrzyczałam po czym odwróciłam się i odeszłam. Nie słyszałam jego wołania pewnie się przestraszył że na policje zadzwonię. Jak on może do mnie przychodzić i błagać bym do niego wróciła? Po tym wszystkim co zrobił. Co za dupek. Czy on w ogóle wie jak ja się czułam? Wściekła otworzyłam gwałtownie drzwi i rzuciłam trampki w kąt, po czym odniosłam zakupy do kuchni i je tam zostawiłam i pobiegłam na górę do pokoju. Chwilę potem usłyszałam jak ktoś wchodzi.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam głos Louisa.
- Nienawidzę tego dupka - powiedziałam i zaczęłam cicho szlochać.
- Chcesz mogę to załatwić.
- Niby jak on nigdy się ode mnie nie odczepi.
- Mam swoje sposoby.
- Louis, nie możesz... - uciszył mnie pocałunkiem, oddałam pocałunek. Po kilku sekundach oderwał się ode mnie na co jęknęłam niezadowolona i nachylił się do mojego ucha.
- Bądź gotowa na 18:00. - wyszeptał i wyszedł. Spojrzałam na zegarek 17:00. Mam godzinę na przygotowanie się więc wzięłam się za kręcenie moich włosów.
Gdy skończyłam podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czerwone rurki i luźną koszulkę z rękawkiem a na to skórzaną kurtkę. Ubrałam się a gdy skończyłam była już 17:45. Zeszłam na dół i wlałam sobie wody do szklanki którą szybko wypiłam i poszłam do salonu gdzie siedziała mama i Ellie, oglądały telewizję.
- Mamo wychodzę z Louisem. Nie wiem kiedy wrócę.
- Okej baw się dobrze. - jak na zawołanie usłyszałam klakson samochodu, szybko ucałowałam mamę i Ellie po czym skierowałam się na korytarz. Założyłam moje zwykłe czarne vansy a do kieszeni wsadziłam telefon oraz klucze. Wyszłam z domu i wsiadłam do Audi Louisa.
- Hej - przywitałam się gdy zapięłam pasy bezpieczeństwa.
- Hej - odpowiedział po czym odjechał z pod mojego domu.
Droga mijała nam w ciszy, przerywana tylko muzyką z radia. Wpatrywałam się w szybę obserwując jak krajobraz się zmienia. Gdy dotarliśmy na miejsce, Louis wysiadł z samochodu po czym okrążył go i otworzył dla mnie drzwi.
- Dziękuje - powiedziałam i uśmiechnęłam się co odwzajemnił, złapał mnie pod ramię i skierowaliśmy się w stronę długiej kolejki. Louis się tym nie przejmował i przeszedł obok niej na przód. Podał dwa bilety ochroniarzowi i wpuścił nas do środka. Przypuszczam że to będzie koncert ze względu na scenę i długa kolejkę przed budynkiem a w środku jest już połowa miejsc zajęta. Tylko ciekawe kogo i skąd wie czy lubię tego kto będzie występował. Nasze miejsca były całkiem z przodu przy scenie. Nigdy nie byłam w pierwszym rzędzie na koncercie. Godzinę później cały stadion był zapełniony ludźmi, chwile potem zaczęły rozbrzmiewać pierwsze nuty piosenki, którą kojarzę ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo.
- Witam Londyn! Jak tam u was? Jesteście gotowi?! - w odpowiedzi dostał głośne krzyki radości. Już wiem poznaje ten głos. to głos Michaela z 5SOS! Jeju tak bardzo o tym marzyłam. Ale skąd Louis wiedział że ich lubię? Nie ważne później się o to zapytam. - 3...2...1... - odliczył i zaczął grać na gitarze razem z Lukiem i Callanem a Ashton zaczął grać na perkusji. Po chwili Luke zaczął śpiewać pierwsze słowa "She Looks So Perfect" kocham tą piosenkę. Wszyscy dookoła śpiewali razem z nimi w tym ja i skakali. Po piosence przedstawili się jak to na każdym koncercie, ciekawe czemu skoro cały świat ich zna i raczej wiedzą na kogo koncercie są. Nigdy nie cieszyłam się tak bardzo. Po krótkiej pogawędce zaczęli grać i śpiewać kolejne piosenki. Krzyczałam, śpiewałam oraz skakałam przez cały koncert. Gdy koncert się skończył rzuciłam się na Louisa przytulając i dziękując milion razy.
- Hej Tommo! - krzyknął Luke który nas zauważył.
- Hej świetny koncert! - odkrzyknął Louis.
- Dzięki, przyjdziesz za kulisy?
- Jasne. - odpowiedział a mi chyba serce stanęło. Boże czy ja poznam ich osobiście? Chyba zaraz tu na miejscu umrę. Louis splótł nasze palce i ruszyliśmy za kulisy. Chwilę później zauważyłam chłopaków i momentalnie stanęłam jak wryta nie wierząc że to się dzieje naprawdę.
- Co się stało? - zapytał Louis gdy poczuł szarpnięcie ręki gdy stanęłam.
- Miło cię widzieć Lou! - wykrzyknął Michael i przyciągnęli się do uścisku klepiąc druga wolną ręką po plecach sobie nawzajem.
- Hej - powiedział Callum i zrobił to samo.
- Siema stary - przywitał się Ashton i także przyciągnął go do uścisku.
- Tommo! - powiedział Luke i zrobił tak samo.
- Siema chłopaki - wreszcie Louis mógł się odezwać.
- A to kto? - zapytał z Callum kiwając w moją stronę głową.
- To jest Cassie moja przyjaciółka - zarumieniłam się i próbowałam to ukryć. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy podeszli i przytulili na raz.
- Boże! - powiedziałam na co szybko odskoczyli zdziwieni - zaraz umrę. - dokończyłam na co wszyscy się zaśmiali, uśmiechnęłam się zawstydzona. Chwilę pogadaliśmy i zrobiłam sobie z nimi zdjęcia a także dali mi po autografie na zdjęciu które akurat miał przy sobie Ashton.
- Musimy lecieć - powiedział Louis - Do zobaczenia chłopaki - pożegnał się z nimi z uściskiem a potem podeszli do mnie i przytulili po kolei. To była najlepsza niespodzianka jaką kiedykolwiek ktoś mi zrobił! Nigdy nie zapomnę tego dnia. Wsiedliśmy do auta, po czym Louis odpalił silnik i wyjechał z parkingu gdzie nie było już żadnego samochodu.
- Zabiorę cię gdzieś jeszcze, jeśli chcesz.
- Okej. A tak w ogóle to skąd wiedziałeś że lubię 5SOS? - zapytałam
- Słyszałem jak nucisz sobie pod nosem gdy jedziemy razem - powiedział, ja nucę ich piosenki? To dziwne ale o tym nie wiedziałam - i słuchasz ich na fula gdy jesteś sama w domu. - zaraz co?
- Co? Ty mnie podglądasz?
- Ja... nie... tylko jak przechodzę koło twojego domu to słyszę.
- Kłamiesz, przyznaj się a może nie ucierpisz. - droczyłam się.
- No dobra czasami się na tym złapie że cię obserwuje ale to nie znaczy jestem jakiś psychiczny czy coś.
- Dobra, dobra. - zaśmiałam się. Jak to możliwe że nigdy tego nie zauważyłam, eh tam nie ważne. Jestem ciekawa co jeszcze widział lub słyszał...
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Louis zaparkował i wysiedliśmy, po czym splótł nasze ręce i ciągnął mnie w stronę góry, na którą jak się domyślam mamy wejść. Kilka minut wspinaczki i jesteśmy na górze, skąd jest piękny widok na Londyn. Było pięknie. Wszędzie było widać światła lamp ulicznych lub światła z budynków a nawet światła samochodów które jeździły po nocnym mieście Londynu.
- Kilka lat temu przychodziłem tu bardzo często. - powiedział Louis.
- Tu jest pięknie, idealnie.
- Chciałem ci coś powiedzieć a raczej wyznać. - moje serce zaczęło szybciej bić. Skinęłam głową aby mógł kontynuować.
- Cassie, znamy się już miesiąc, to krótko ale dobrze się dogadujemy i mogę powiedzieć że nawet jesteśmy bliżej niż przyjaciele. - przerwał i spojrzał na mnie - Ja... ja się w tobie zakochałem. Poczułem to gdy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Nie myślałem że jeszcze kiedykolwiek będę w stanie kogoś pokochać po tym co się stało w przeszłości. - zatrzymał się i spuścił wzrok na swoje buty.
- Louis... ja... - jąkałam się - opowiedz mi. - chciałam wiedzieć by wiedząc żebym nie zrobiła czegoś głupiego.

Louis POV.

- Louis... ja... - zająkała się - opowiedz mi. - Westchnąłem i cofnąłem się myślami do momentu gdy wszystko się popsuło.
- To było 3 lata temu. Miałem wspaniałą dziewczynę o imieniu Rose. Miała piękne długie blond włosy, zielone oczy. Byłem w niej szaleńcze zakochany tak samo jaki i ona we mnie. Byliśmy szczęśliwi. Kochałem ją całym sercem, oddałbym za nią życie gdybym musiał, myślałem że to ta jedyna, jednak myliłem się. Pewnego dnia na imprezie u kumpla, byłem z nią tam. Oddaliła się ode mnie mówiąc że idzie do swoich znajomych. Poszedłem więc do swoich kumpli. Jak to na imprezie wszyscy pili i byli pijani a gdy ludzie są pijani nie wiedzą co robią. Nie myślą trzeźwo. Gdy szukałem łazienki wszedłem nie do tego pomieszczenia a to co tam zobaczyłem... pękło mi serce na tysiąc kawałków. Była tam Rose z jakimś facetem oni... oni się kochali. Szybko zamknąłem drzwi i wybiegłem z domu, goniła mnie chciała to wytłumaczyć ale nie chciałem jej tłumaczeń. To była zdrada nieważne czy była pod wpływem alkoholu czy nie, to się liczy jako zdrada, Zerwałem z nią jeszcze tej samej nocy, nie umiałem jej tego wybaczyć. Załamałem się. Od tamtego czasu nikogo nie kochałem i myślałem że już nigdy nie pokocham dopóki nie poznałem ciebie. Bałem się że znowu mnie to spotka, bałem się że będę miał kolejny raz złamane serce, nie chciałem przez to ponownie przechodzić. Bolało mnie to. Próbowała do mnie dzwonić, pisać i prosić żebym ją wysłuchał, nie chciałem. Gdy ją ulicami widziałem po prostu ja wymijałem i się nie odzywałem mimo że ona mnie błagał bym się zatrzymał. Dopiero teraz czuję że muszę dać sobie drugą szansę inaczej będę sam do końca życia a to gorsze niż spróbować ponownie i dać sobie drugą szansę. - nastała krótka cisza. Kilka łez spłynęło po moim policzku.
- Louis... - ujęła moja twarz w dłonie i odwróciła w swoją stronę bym spojrzał w jej piękne brązowe oczy. - To... ja...ja przeszłam przez to samo.
- Proszę opowiedz. - poprosiłem, chciałem wiedzieć przez co przeszła bym mógł jej pomóc, byśmy mogli pomóc sobie nawzajem.
- To było kilka dni po tym jak na ciebie wpadłam. - uśmiechnęła się co odwzajemniłem. - Poszłam do jego domu by z nim porozmawiać, ponieważ mnie olewał przez ostatnie dni. Tak samo byłam w nim szaleńcze zakochana i świata po za nim nie widziałam. Gdy zapukałam jego matka otworzyła drzwi zdziwiona, co mnie zdezorientowało. Wpuściła mnie do środka a ja poszłam do pokoju Ryana, weszłam i zamarłam gdy ujrzałam go całującego się z dziewczyną prawie pół nagą. Serce jakby mi stanęło w miejscu nie wiedząc co się właśnie dzieje.Wybiegłam z jego domu zapłakana, a on wybiegł za mną i tłumaczył że to działo się od paru miesięcy, na imprezie w jego urodziny to wszystko się zaczęło. Nie powiedział mi tego i nie miał zamiaru, nawet przestał mnie kochać od czasu swojej imprezy urodzinowej. Trzymał mnie przy sobie tylko dlatego ponieważ nie chciał bym od niego odeszła i dawał złudzenia że ma dużo pracy, ale kto do jasnej cholery jest tak bardzo zajęty w wakacje. Zerwałam z nim natychmiast gdy mi powiedział prawdę. A teraz mnie prześladuje bym do niego wróciła ponieważ się zmienił gdy nie ma mnie przy jego boku, sam słyszałeś dzisiaj przed sklepem. - zaczęły spływać łzy po jej policzkach - Miałam złamane serce, i bałam się tego samego co ty Lou, tak strasznie się bałam komuś zaufać. Nie chciałam być ponownie zraniona w ten sposób. Ale teraz wiem, czuję się inaczej gdy jestem przy tobie, czuję jakby los dał mi drugą szansę na miłość. Louis ja... kocham cię, tak bardzo cię kocham, Wiedziałam że nie przypadkiem na ciebie wpadłam. Wiedziałam że nie przypadkiem Ryan mnie olał tamtego dnia, gdyby nie tamto nie poznałabym cię i byłabym teraz sama. - nie wiedziałem co powiedzieć, co zrobić, więc po prostu ja przyciągnąłem do pocałunku, od razu odwzajemniła pocałunek, a po kilku sekundach otworzyła usta dając mi pozwolenie by wtargnąć do środka, tak też zrobiłem. Po kilku minutach odsunęliśmy się od siebie a ja przyciągnąłem ją i przytuliłem.
- Ja też cię kocham skarbie. - wyszeptałem do jej ucha.
- Louis proszę nie zrań mnie.
- Obiecuję że tego nie zrobię. Będę cię chronił do końca swoich dni.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hejooo. No i jak wam się podoba? Kolejny w poniedziałek :D


Czytasz=komentujesz :D

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 9

Następnego ranka obudziła mnie Ellie, pewnie dlatego że jest południe, ponieważ wczoraj wróciłam późno w nocy i byłam strasznie wykończona. Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam na zegarek 14:00, a potem na Ellie.
- Mama mówi że masz się mną zająć bo wychodzi.
- Okej, już wstaje - wygramoliłam się z łóżka z głośnym jękiem niezadowolenia. Wyciągnęłam czyste ubrania z szafy i poszłam do łazienki się odświeżyć. Gdy skończyłam poszłam do kuchni, zrobiłam sobie tosty i gorącą czekoladę, usiadłam na wysokim krześle i wzięłam jakąś gazetę i zaczęłam ją przeglądać. Kiedy skończyłam oglądałam z Ellie bajki które mi się już znudziły.
- Idziemy do parku? - zapytałam z nadzieją.
- Taak! - krzyknęła uradowana, wyciągnęłam telefon i napisałam do Louisa.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Hej, przyjdziesz do parku? Jestem z siostrą :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Natychmiastowo otrzymałam wiadomość jakby czekał że do niego napisze.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Louis
Odbiorca: Cassie

Okej, zaraz będę :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ubrałam buty i pomogłam zrobić to samo Ellie, zgarnęłam telefon i klucze po czym wyszłyśmy z domu zakluczając drzwi. Ellie biegała,skakała dookoła jak zawsze, czasami mam wrażenie czy nie została podmieniona w szpitalu. Dotarłyśmy do parku 5 minut później, pomogłam Ellie rozhuśtać się na huśtawce a potem pobiegła się pobawić gdzie indziej, a ja poszłam usiąść na ławce. Chwilę później ktoś zakrył mi oczy i powiedział.
- Zgadnij kto to. - od razu wiedziałam.
- Kate! - krzyknęłam i szybko wstałam i ją przytuliłam prawie się przewracając - tęskniłam!
- Ja też.
Gdy w końcu się odsunęłyśmy od siebie usiadłyśmy razem na ławce i rozmawiałyśmy jak było u babci.
- Było super, babcia jak zwykle płakała jak wyjeżdżałam, ponieważ nie wiadomo kiedy znów ja zobaczę. Jestem okropną wnuczką ale nie mam czasu, tym bardziej że mieszka w Doncaster a ja w Londynie.
- Nie jesteś okropna, ona rozumie że mieszkacie daleko od siebie i nie zawsze możesz do niej pojechać.
- Wiem - uśmiechnęła się do mnie a ja odwzajemniłam uśmiech i rozmawiałyśmy o wszystkim o i niczym. Kilka minut później zauważyłam Louisa idącego w naszą stronę, no super znowu będzie detektyw Mayson w akcji. Kocham ją ale czasami to mnie przeraża wszystko chcę wiedzieć.
- Hej - przywitał się.
- Hej - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się, usiadł koło mnie, był ubrany w niebieskie rurki, białą koszulkę na ramiączkach z logiem i na stopach miał swoje zwykłe czarne vansy. Kate dała mi pytające spojrzenie.
- Później ci opowiem - powiedziałam bezgłośnie na co kiwnęła głową. W tym momencie podbiegła Ellie i rzuciła się na Kate.
- Gdzie byłaś? Tęskniłam za tobą! - krzyczała.
- W odwiedziny u babci. Też za tobą tęskniłam. - przytuliła małą.
- Cassie Cassie, możemy pójść na lody? Proszę - prosiła mnie Ellie, a nie ona mnie błagała, zaśmiałam się i kiwnęłam głową na co krzyknęła głośno że pewnie całe miasto ją słyszało, boże co ja z nią mam. Spojrzałam na Louisa, wzruszył tylko ramionami i wstał, zrobiłam to samo a on objął mnie w pasie przyciągając bliżej i pochylił się.
- Z tobą wszędzie - wyszeptał, a ja się zarumieniłam, spojrzałam na Kate, a ta mi dawała jeszcze bardziej zdezorientowane spojrzenie, wzruszyłam ramionami i ustawiliśmy się w kolejce, gdy miałam już lody zapłaciłam i wyszliśmy ze sklepu. Chodziliśmy i rozmawialiśmy w kółko kilka godzin, póki telefon nie zaczął mi dzwonić.

- Hej mamo.
- Gdzie wy jesteście?
- W parku, jestem z Kate i.. przyjacielem.
- Widzę was w domu za 20 minut.
- Okej - rozłączyłam się.

- Mamy być w domu za 20 minut. - oznajmiłam wszystkim.
- Okej - Kate i Louis się zgodzili a Ellie jak zwykle marudziła.
- Ellie proszę przestań bo cię w szafie zamknę.
- No ale...
- Żadne ale idziemy do domu. - zaczynała mnie już wkurzać, mam nadzieje że to tylko taki wiek i jej przejdzie to marudzenie. Weszliśmy do domu.
- Wchodzisz? - zapytałam Louisa gdy ten stał przed drzwiami jakby nie wiedział czy może.
- Tak jasne - uśmiechnął się, co odwzajemniłam i ściągnęłam buty.
- Mamo jesteśmy!
- W kuchni!
- Siadajcie, kolacja gotowa - powiedziała i uśmiechnęła się. Wszyscy zajęliśmy miejsca i nastała dziwna cisza, mama patrzyła się na Louisa jakby nigdy nie widziała chłopaka w moim towarzystwie.
- Mamo przestań - spojrzała na mnie i wyszeptała chiche "przepraszam".
Po kolacji pożegnaliśmy się z Kate a ja z Lou poszliśmy do mojego pokoju.

Louis POV.

Weszliśmy do pokoju Cassie, przy ścianie naprzeciwko drzwi było łóżko a obok szafka nocna a na niej lampka nocna, po lewej stronie było biurko z laptopem a po jego lewej szafa, w rogu między łóżkiem a biurkiem było duże okno z parapetem na którym możesz siedzieć, a na podłodze duża czarna pufa beanbag.* A po prawej stronie były drzwi które prawdopodobnie prowadzą do łazienki. Usiadłem na łóżku obok Cassie nie wiedząc co powiedzieć lub zrobić. Tak naprawdę chciałem się na nią rzucić i całować w nieskończoność ale nie mogłem, bałem się że mnie odrzuci, chociaż nie zrobiła tego poprzednim razem.
- Gdy miałem 5-6 lat - zacząłem, starając się jakoś przerwać ciszę jakąś rozmową i udało się bo Cassie spojrzała na mnie więc kontynuowałem - wybiegłem z domu całkiem nago i nie chciałem wrócić się ubrać.. - zaśmiałem się na wspomnienie z dzieciństwa, a potem usłyszałem chichot Cassie - W końcu mama się poddała i przestała za mną ganiać po całej okolicy. Wróciłem po kilku minutach ale się nie ubrałem, po prostu cały dzień spędziłem nago.- Śmialiśmy się przez chwilę. Potem Cassie opowiedziała mi swoją historię z dzieciństwa.
-Pamiętam, jak miałam 7 lat, brałam udział w przedstawieniu szkolnym, gdy wchodziłam na scenę potknęłam się i popsułam występ. Inne dzieci się ze mnie śmiały jaka to ja niezdarna jestem, a inni byli na mnie źli ponieważ zepsułam im przedstawienie, a na koniec najlepsze - przerwała i zaczęła się śmiać - spadłam ze sceny na kamerzystę i zaczęłam ze wstydu nieustannie pierdzieć Na szczęście już tego nie robię. - dokończyła i roześmiała się na dobre, po chwili dołączyłem do niej leżąc na łóżku i kuląc się ze śmiechu aż mnie wszystko bolało. Po kilku minutach gdy się już uspokoiliśmy zaczęliśmy opowiadać sobie więcej takich historii z dzieciństwa, jak i te dobre jak i te złe. Było przy tym dużo zabawy i śmiechu aż w końcu się położyliśmy zmęczeni i zasnęliśmy wtuleni w siebie.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Boże ja tak bardzo was przepraszam za moja nieobecność, miałam dodać rozdział wczoraj ale byłam na urodzinach koleżanki i w ogóle się spóźniam z rozdziałami i bardzo was za to przepraszam ale mam strasznie pokręcony tydzień. Dopiero teraz go skończyłam. Obiecuję że się poprawie. :( I postaram się dodać kolejny w sobotę.

*Beanbag - to taka jakby pufa albo wielka poduszka na której można siedzieć i w środku ma takie kuleczki styropianu czy coś.

Jak wam się podoba rozdział? Nie wyszedł mi tak jak chciałam żeby wyszedł ale trudno, postaram się poprawić. :)  Jeszcze  raz was przepraszam :D


Czytasz=komentujesz :D

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 8

Wsiedliśmy do auta Louisa, uruchomił silnik po czym odjechał z parkingu w nieznanym mi kierunku.
- Gdzie mnie zabierasz? - nie mogłam wytrzymać z ciekawości aby o to zapytać.
- Niespodzianka - powiedział nie spuszczając wzroku z drogi, nie odzywałam się już, siedziałam cicho i patrzyłam przez okno obserwując jak krajobraz się zmienia. Najpierw po obu stronach pojazdu były pola na których rosło zboże, kilka minut później zmieniło się w rządy drzew, kawałek dalej był długi tunel zrobiony z drzew, które absolutnie kocham i uważam że są romantyczne i pięknie stworzone przez naturę. Kiedy wyjechaliśmy z "tunelu", kilka metrów dalej Louis zjechał na jakąś dróżkę która prowadzi do lasu. Zatrzymał się przed nim a ja spojrzałam na niego zdezorientowana i trochę przestraszona.
- Dalej musimy iść pieszo. Ufasz mi? - zapytał a ja skinęłam głową, bo chyba ufam nie? Wysiedliśmy z samochodu, Louis podszedł do mnie i złapał mnie za talię i szliśmy w stronę lasu. - Nie bój się - uśmiechnął się i przyciągnął mnie bliżej i pogłaskał moje plecy w uspakajającym geście. Odetchnęłam z ulgą gdy widziałam światło przed sobą, nie było to daleko. Gdy w końcu wyszliśmy z lasu, rozejrzałam się dookoła, było pięknie, nawet cudownie. Było dużo zielonej trawy ze stokrotkami, Zaobserwowałam także że to jest wzgórze. W oddali zobaczyłam drzewo,  z tego co mi się wydaję własnie się tam kierujemy aby odpocząć. Gdy do niego dotarliśmy był jakieś 3 może 4 metry od urwiska. Louis przygotowywał nam miejsce pod drzewem a ja podeszłam do urwiska i na przeciwko mnie była plaża o której nie miałam pojęcia istnieniu. Fale uderzały o brzeg i było słychać szum morza, był lekki wiaterek i zrobiło mi się zimno wiec założyłam moją kurtkę. Wiatr targał moje włosy i sukienkę. Chwilę później poczułam jak ramiona Louisa owijają się w moim pasie, położył brodę na moim ramieniu i patrzyliśmy się tak przed siebie przez chwilę, po czym wyszeptał mi do ucha.
- Podoba ci się?
- Tak, jest przepięknie. - uśmiechnęłam się - mieszkam tu całe moje życie a nigdy tu nie byłam i nie miałam pojęcia że takie miejsce w ogóle istnieje. Dziękuje Louis.
- Cieszę się że ci się tu podoba. - zaczął całować w dół moją szyję na co odchyliłam głowę żeby miał lepszy dostęp.
- Jak to znalazłeś?
- To tajemnica kotku - powiedział, a ja poczułam ciepło gdy mnie tak nazwał. Obrócił nas w stronę drzewa i podeszliśmy do niego. Na trawie leżał koc a na nim koszyk, prawdopodobnie zjedzeniem, tylko jedno mnie zastanawia, skąd on do cholery wytrzasnął to wszystko, przecież miał puste ręce gdy szliśmy. Usiedliśmy na kocu, Louis objął mnie kolejny raz w pasie tego wieczoru, a ja oparłam głowę o jego ramie, wsłuchiwałam się w szum morza.
- Niedługo będzie zachód słońca - oznajmił.
- Nigdy nie widziałam zachodu słońca z takiego miejsca - przyznałam, zawsze to było z okna mojego pokoju. Ryan nigdzie mnie nie zabierał na randki, nawet w naszą rocznice, zawsze się spotykaliśmy w parku lub po prostu w naszych domach.
- To teraz masz okazje obejrzeć go ze mną - przyciągnął mnie bliżej i pocałował w głowę. Mimo że jest lato to jest trochę zimno. Siedzieliśmy tak w ciszy przytuleni do siebie i patrzyliśmy w niebo, jak zmienia kolory gdy zbliża się zachód słońca. Wstałam i podeszłam bliżej urwiska.
- Co robisz? - zapytał Louis.
- Chcę porobić zdjęcia - powiedziałam i pstryknęłam zdjęcie, zadowolona z efektu uśmiechnęłam się do siebie.
- Możemy zrobić sobie razem na jego tle?
- Jasne - zgodziłam się, podszedł do mnie i mnie przytulił, wyciągnęłam rękę przed siebie trzymając telefon, wcześniej zmieniając na przednią kamerkę i zrobiłam zdjęcie a potem jeszcze kilka, ponieważ się wygłupialiśmy do aparatu. W jednym momencie mnie tak po prostu przyciągnął i pocałował, od razu oddałam pocałunek i zrobiłam nam zdjęcie. Pocałunek był namiętny i czuły. Jego usta są takie pełne i miękkie, mogłabym je całować bez przerwy. Louis przejechał językiem po moich ustach pytając o pozwolenie, bez wahania mu pozwoliłam i poczułam jak się uśmiecha zadowolony, a nasze języki zaczęły wspólny taniec. Pocałunek zmienił się z namiętnego w głęboki. Owinęłam swoje ręce wokół jego szyi a Louis wiódł swoimi dłońmi po moim ciele i przyciągnął bliżej. Kilka minut później oderwaliśmy się od siebie, Louis miał czerwone i opuchnięte usta, pewnie tak samo jak ja. Przyciągnął mnie do siebie  i splótł nasze palce i zaprowadził pod drzewo, gdzie zaczęliśmy rozmawiać i coś przekąsić.

Louis POV:

Splątałem nasze palce i zaprowadziłem nas pod drzewo. Nie myślałem że Cassie mi na to pozwoli, jej usta są takie miękkie i delikatne, mógłbym je całować całymi dniami i nocami gdybym tylko mógł. Boję się że mnie odrzuci jeżeli się pospieszę i powiem jej to co do niej czuje, chociaż mam wrażenie że ona też coś do mnie czuje tylko boi się do tego przyznać, skoro pozwala mi na całowanie jej. Oczywiście ja sam się tego boje, nigdy się tak jeszcze nie czułem ale jestem pewny że się zakochałem, czego najbardziej się bałem przez całe dwa lata i nadal się boje. Siedzieliśmy tak przez kilka godzin i rozmawialiśmy. Było zabawnie.
- To już północ? - zapytała zdziwiona Cassie, spojrzałem na zegarek.
- Ooo rzeczywiście. Chcesz jeszcze zostać czy mamy wracać?
- Posiedźmy jeszcze trochę.
Kiwnąłem głową, i zostaliśmy jeszcze trochę, po czym spakowaliśmy wszystko, ja wziąłem koszyk a Cassie koc, splątałem nasze palce kolejny raz dzisiejszego wieczoru i ruszyliśmy do samochodu. Otworzyłem dla Cassie drzwi a ona wsiadła, podszedłem do bagażnika i wrzuciłem tam koszyk oraz koc, po czym wsiadłem do samochodu od strony kierowcy. Droga minęła nam szybko, Cassie zasnęła z głową opartą o szybę.
- Cass? - szturchnąłem lekko jej ramie i otworzyła powoli oczy - już jesteśmy.
- Dziękuję Louis, za wszystko co dla mnie dzisiaj zrobiłeś, było cudownie - powiedziała śpiącym głosem i pocałowała mnie w policzek, po czym otworzyła drzwi i wysiadła - Dobranoc - dodała zanim zatrzasnęła drzwi. Czekałem aż wejdzie do domu bezpieczna, po czym odjechałem. To była moja pierwsza randka od wieków którą zorganizowałem specjalnie dla niej i chyba jej się spodobało.

Cassie POV:

Ktoś szturchnął mnie w ramie więc powoli otworzyłam oczy.
- Już jesteśmy - oznajmił Louis.
- Dziękuję Louis, za wszystko co dla mnie dzisiaj zrobiłeś, było cudownie - powiedziałam i ziewnęłam, przybliżyłam twarz do jego i rozważałam czy go nie pocałować w usta ale szybko to odrzuciłam i pocałowałam jego policzek, otworzyłam drzwi od samochodu i wysiadłam - Dobranoc - powiedziałam jeszcze zanim zatrzasnęłam drzwi i skierowałam się w stronę mojego domu. Louis czekał aż wejdę do środka po czym odjechał. To był naprawdę cudowny dzień, to wszystko co się dzisiaj wydarzyło... był to najlepszy dzień w moim życiu. Zmęczona nie poszłam się kapać czy nawet umyć zębów, zrobię to jutro rano, przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się, zasnęłam natychmiastowo.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej, i jak wam się podoba rozdział? Przepraszam miał się pojawić wczoraj ale się nie wyrobiłam. Kolejny rozdział pojawi się jutro :D

Czytasz=komentujesz :D

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 7

Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy, ponieważ to co się wczoraj stało było niesamowite, całując chłopaka którego znam zaledwie 2 tygodnie. Wstałam, podeszłam do szafy i wyciągnęłam moje ulubione niebieskie rurki i bejsbolówkę, po czy poszłam do łazienki i się umyłam. Ubrałam się, związałam włosy w luźnego koka i zeszłam na dół. Wyciągnęłam miskę z szafy, a do niej wsypałam płatki i zalałam mlekiem. Mama poprosiła mnie żebym zajęła się siostrą, bo jej nie będzie aż do 22:00, po prostu świetnie, co ja teraz zrobię, jestem umówiona z Louisem na 18:00 Będę musiała zadzwonić po opiekunkę, lub zrezygnować z Louisa. Zdecydowałam na to pierwsze. Mój telefon zawibrował na blacie, przerwałam jedzenie i sięgnęłam po niego. To była Kate.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Kate
Odbiorca: Cassie

Hej, mam dobre wiadomości, wracam za tydzień! :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To naprawdę świetna wiadomość, szybko wystukałam wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Kate

Hej :) Super, nie mogę się doczekać :).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wysłałam wiadomość i wróciłam do jedzenia moich płatków.


Louis POV:

Dochodziła 18:00, a ja panikowałem, ponieważ to pierwsza randka na której byłem od dwóch lat i bałem się że zmieni zdanie, zna mnie tylko od dwóch tygodni i nic prawie o mnie nie wie. Jakim ja jestem idiotą. Wyszedłem z domu i wsiadłem do mojego czarnego Audi, 5 minut później byłem pod domem Cassie, wysiadłem z auta i podszedłem do drzwi i zapukałem. Otworzyły się kilka sekund później, a moim oczom ukazała się Cassie w pięknej białej zwiewnej sukience na ramiączkach która sięgała jej ponad kolana,  i parę czarnych vansów, włosy opadały na jej gołe ramiona a końcówki były lekko podkręcone. Wyglądała prześlicznie.
- Hej - powiedziałem w końcu, gdy odzyskałem zdolność mówienia.
- Hej - uśmiechnęła się.
- Idziemy? - skinęła głową i wzięła w rękę skórzaną kurtkę. Wsiedliśmy do samochodu i odpaliłem silnik odjeżdżając z pod jej domu.
- Najpierw pojedziemy na kolację - oznajmiłem.
- Okej.
Przez całą drogę patrzyła za okno do restauracji. Dojechaliśmy na miejsce koło 18:20. Wysiadłem z auta i obszedłem go, aby otworzyć drzwi dla Cassie, uśmiechnęła się na mój gest i cicho podziękowała, złapałem ją pod ramię i ruszyliśmy w stronę wejścia.
- Stolik na nazwisko Tomlinson - powiedziałem do faceta przy wejściu, ten poszukał moje nazwisko na liście odznaczył je i wskazał gdzie znajduję się nasz stolik. Stał on przy dużym oknie skąd był dobry widok na ulicę, przez co mogliśmy obgadywać i pośmiać się z przechodni. Kilka minut później podszedł do nas kelner z notatnikiem w ręku i poprosił o zamówienia,
- Spaghetti z klopsikami i cole z lodem proszę - powiedziałem i zapisał w notatniku, potem skierował wzrok na Cassie.
- To samo - powiedziała i uśmiechnęła się, a kelner odszedł z zamówieniem, mówiąc że danie będzie podane za 15 minut.
- I jak ci się podoba? - spytałem, przerwała rozglądanie się i spojrzała na mnie.
- Jest ślicznie, dziękuje - uśmiechnęła się, jejku jak ja kocham jej uśmiech, jest taki piękny i pokazuje małe dołeczki. 10 minut później dostaliśmy nasze zamówienia. Kolacja minęła świetnie, w miłym i zabawnym nastroju. Podczas jedzenia spaghetti jak to mam w zwyczaju, wciągam makaron i zostaje ochlapany sosem po twarzy, na co Cassie się zakrztusiła swoim piciem, a potem oboje śmialiśmy się tak głośno że pewnie cała restauracja nas słyszała, mamy szczęście że nikt nas nie wyrzucił za bycie głośnym. Gdy skończyliśmy jeść była godzina 19:05, więc wyszliśmy z restauracji i wsiedliśmy do samochodu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i jak wam się podoba? Sorki że taki krótki, to jeszcze nie koniec wycieczki. Następny będzie w sobotę, ale nie wiem o której godzinie i będzie on znacznie dłuższy niż reszta :D

Czytasz=komentuj :D

środa, 14 stycznia 2015

Informacja

Hejka, przepraszam że nie dodałam jeszcze żadnych nowych rozdziałów ale, postanowiłam że w ciągu tygodnia będę je pisać a w weekendy będę je wstawiać. Może tak być? Czy lepiej jakbym dodawała dziennie/co 2 dni jeden rozdział? Napiszcie w komentarzu opinie :D Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. :D

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 6

Wstałam dziś dosyć późno, ponieważ byłam z Louis'em i wróciłam do domu po 2 w nocy. Było naprawdę wspaniale spędzić czas z kimś takim jak Louis, jesteśmy do siebie podobni. Z nim czuję się inaczej niż z jakimkolwiek innym chłopakiem z którym miałam styczność. Czuję jakbym mogła mu zaufać we wszystkim, wczoraj mu zaufałam żeby zawiózł nas do miasta, nie wiedząc czy ma taki zamiar czy też mnie gdzieś wywiezie do lasu i zostawi. Przerwałam swoje rozmyślanie i ruszyłam swoje cztery litery do szafy i wyciągnęłam z niej czyste ubrania oraz bieliznę i skierowałam się do łazienki. Wzięłam długą relaksującą kąpiel, umyłam włosy i zostawiłam opadające na ramiona, ubrałam się w krótkie spodenki i luźną koszulkę na ramiączkach i umyłam zęby. Wróciłam do pokoju ,nie byłam jakoś specjalnie głodna i napisałam do Kate.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Kate

Hej, jak tam u babci? :D

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wysłałam wiadomość i odpaliłam laptopa i włączyłam muzykę, zaczęłam skakać, śpiewać, tańczyć i wariować dookoła. Usłyszałam jak telefon dzwoni więc ściszyłam muzykę i odebrałam.

- Hej, co tam? - powiedziałam do słuchawki.
- Hej, dobrze, u babci też. Jak przyjechałam to prawie mnie udusiła. - zaśmiała się Kate.
- Haha. Musisz częściej ją odwiedzać by uniknąć kolejnego niebezpiecznego powitania.
- Wiem, staram się, ale wiesz jak to jest...
- Taa. A co robisz?
- Pomagam babci przygotować obiad, ale nie za bardzo nam to wychodzi. A jak u ciebie?
- Dobrze tak myślę. Trochę nudno.
- Nie martw się, wrócę.
- No ja mam nadzieje - zaśmiałam się.
- Dobra to ja kończę, bo za chwile wszystko na podłodze wyląduje. Pa.
- Pa. - Rozłączyłam się.

Rzuciłam się na łóżko i patrzyłam się w sufit zastanawiając się co dziś robić. Zdecydowałam się pójść do skateparku i poćwiczyć trochę trików które nauczył mnie Louis. Wzięłam deskę w rękę i wyszłam z domu, podłożyłam ją pod nogi i zjechałam w dół ulicy. Gdy dotarłam do skateparku zauważyłam że Louis także jeździ. Zauważył mnie i kierował się w moja stronę.
- Hej - przywitał się i uśmiechnął.
- Hej - odwzajemniła uśmiech.
- Pojeździmy razem?
- Jasne czemu nie. - weszłam na jego deskorolkę a on stanął za mną i odepchnął się nogą. Jeździliśmy tak kilka minut dookoła skateparku.
- Co powiesz na to byś dzisiaj do mnie wpadła? - zapytał gdy stanęliśmy, a ja zeszłam.
- Okej - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- To chodź - oznajmił i złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Weszliśmy na nasze deski i pojechaliśmy do jego domu. W środku było przytulnie i czysto jak na pięciu chłopaków mieszkających razem. Po prawej stronie znajdował się duży salon, gdzie wszyscy siedzieli i grali, z lewej była duża kuchnia a na wprost schody prowadzące na górę, Weszliśmy do salonu.
- Cześć chłopaki, mamy gościa więc się zachowujcie - oznajmił Louis a wszyscy przerwali grę i skierowali wzrok na nas. - Cassie poznaj moich kupli, Niall, Liam, Harry i Zayn, chłopaki poznajcie Cassie.
- Cześć Cassie - powiedzieli chórkiem na co zachichotałam a po chwili dołączyła do mnie reszta.
- Chcesz coś do picia? - zapytał Louis
- Woda, było by cudownie - powiedziałam i poszłam w głąb salonu, a Louis zniknął w kuchni. Wszyscy się na mnie patrzyli, była niezręczna cisza. Usiadłam na dużej kremowej sofie i rozglądałam się po pomieszczeniu. Na szczęście przyszedł Louis i przerwał ciszę.
- Proszę twoja woda. - podał mi szklankę - A wy co tak się na nią patrzycie jakbyście pierwszy raz dziewczynę widzieli. - zwrócił się do swoich przyjaciół, wzruszyli ramionami.
- To co robimy? - odważył się przerwać ciszę Niall, i tak zaczęła się rozmowa. Czas mijał nam wspaniale, dowiedziałam się kilku rzeczy o każdym z chłopaków. Niall jest zawsze głodny, co chwile coś je, ma starszego brata i jest z Mullingar w Irlandii, Liam jest opiekuńczy i chłopcy wołają na niego Daddy, ma 2 starsze siostry i jest z Wolverhampton, Harry ma starszą siostrę i jest z Holmes Chapel, Zayn ma jedną starszą siostrę i 2 młodsze siostry i jest z Bradford, Louis ma 5 młodszych sióstr i jest z Doncaster. Potem rozmowy były wesołe i było przy tym mnóstwo zabawy.
- O w mordę to już po 22? - powiedziałam gdy spojrzałam na zegarek.
- Rzeczywiście, odprowadzić cię do domu? - spytał Louis.
- Jeżeli to nie problem?
- Okej, to chodźmy. - pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam za Louisem, wyszliśmy z domu i szliśmy w stronę mojego domu. Szliśmy w ciszy, gdy byliśmy już w połowie drogi przypomniało mi się że zostawiłam deskorolkę.
- Zostawiłam u ciebie deskorolkę. - oznajmiłam.
- Przyniosę ci ją jutro - powiedział na co kiwnęłam głową - mogę cię jutro gdzieś zabrać? - spytał.
- Tak, jasne. - uśmiechnęłam się. - Dziękuje że mnie odprowadziłeś. - powiedziałam gdy stanęliśmy przed moim domem.
- Nie ma sprawy.
- Do zobaczenia jutro Lou. - powiedziałam.
- Do zobaczenia Cassie - powiedział, ale żadne z nas się nie ruszyło, wpatrywałam się w jego niebieskie tęczówki, są takie piękne, wiem że to głupie bo znamy się dopiero tydzień ale ja chyba coś do niego czuję, ale się boję, boję się że znów to się stanie, boje się zakochać, może jak dam mu szanse to się przekonam. Spojrzałam na jego usta, wyglądały na miękkie i takie pełne. Zauważyłam że zaczął przybliżać głowę, tym razem się nie odsunęłam, też tego chciałam, zaczęłam też się przybliżać, kątem oka zauważyłam mały uśmiech na jego twarzy. Nasze usta się spotkały, pocałunek był długi i namiętny, gdy się oderwaliśmy od siebie na naszych twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy.
- Dobranoc. - powiedzieliśmy równo, weszłam do domu i poszłam spać.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział krótki ale chciałam tylko to żeby w ni było :D I jak wam się podoba? Pisać w kom.

Czytasz=Komentujesz :D


Rozdział 5

Jechałyśmy tak przez 15 minut.Wiatr muskał moja twarz i targał włosy, kocham to uczucie, czuję się wtedy jakbym była we własnym świecie, oddzielona od rzeczywistości. Zawsze to robię gdy chcę nad czymś pomyśleć lub pobyć samej. Gdy dojechałyśmy do skateparku, puściłam rękę Kate i zatrzymałam się, chwyciłam deskorolkę i weszłam do parku. Było tam dosyć sporo osób zważywszy na upalną pogodę. Bez zastanowienia podłożyłam deskorolkę pod stopy i zaczęłam jeździć po parku robiąc różne triki.  Na początku wskoczyłam na ławkę i przejechała wzdłuż niej po czym zeskoczyłam, zrobiłam kilka flip'ów, najpierw ollie na rozgrzewkę, który jest to zwyczajny podskok na desce, frontside, jest to ollie z obrotem, kickflip, polega on na obrocie deski wzdłuż jej podłużnej osi, i jeszcze kilka innych. Potem zrobiłam kilka slide'ów, tailslide jest to przejazd po murku tailem. bluntslide, robisz go jadąc kółkami po murku, deska obrócona o 90*. Zrobiłam także nowo nauczonych grind'ów, grindy to przejazd po murku truckami. Nosegrind jedziesz przednim truckiem po murku, a tylni jest w powietrzu i jeszcze parę innych. Zjechałam w dół dołka i wyskoczyłam z niego po drugiej stronie wykonując skok z obrotem, potem zjechałam jeszcze raz w dół ale tym razem zatrzymałam się na krawędzi po drugiej stronie i po chwili zjechałam, gdy dotarłam na drugi koniec, na krawędzi odwróciłam deskę tak że byłam przodem do dołka i zjechałam, na koniec wyskoczyłam po drugiej stronie. Stanęłam z boku i szukałam wzrokiem Kate. Stała i rozmawiała z chłopakiem, podjechałam do niej.
- Hej - przywitałam się.
- Hej - odpowiedziała, spojrzałam na chłopaka który się uśmiechnął.
- Oh, poznajcie się, Cassie to jest Luke, Luke to jest Cassie. - podaliśmy sobie ręce.
- Która jest godzina? - zwróciłam się do Kate.
- 16:00.
- Musimy wracać bo mama o 17 idzie do pracy.
- Okej. Pa Luke - pomachała do niego.
- Czy ty czasami się nie zakochałaś? - spytałam, gdy odeszłyśmy na bezpieczną odległość od chłopaka.
- Ja? T..nie... - zająkała się, co rzadko się zdarza.
- Haha mnie nie oszukasz, jąkasz się co znaczy że tak - zaśmiałam się, fakt jest przystojny ale nie mój typ.
- No dobra, może i się zakochałam ale co w tym złego - przyznała.
- Nic. - wyszłyśmy z parku i zaczęłyśmy jechać w górę ulicy, co było dość trudne i wyczerpujące.
Gdy dojechałyśmy do domu, pierwsze co zrobiła to pobiegłam do kuchni po szklankę wody. Gdy mama wyszłam zamówiłyśmy sobie pizze.
- To opowiedz mi jaki on jest. - powiedziałam do Kate, a ta spojrzała na mnie zdezorientowana jakby nie wiedziała o czym mówię.
- Umm....Luke jest słodki, miły, umięśniony i oczywiście potrafi jeździć na desce. - tak dla niej najważniejsze jest to że potrafi jeździć. - podoba mi się, mam nawet jego numer - ucieszyła się, a no tak, ta to zawsze wyciąga numer od kolesi których dopiero pozna. - a tak przy okazji wyjeżdżam w piątek do babci na kilka tygodni bo się za mną stęskniła.
- Spoko. - zadzwonił dzwonek do drzwi co oznacza że przyjechała nasza pizza. Poszłam otworzyć drzwi, wzięłam pudełka pizzy i zapłaciłam, zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu. Otworzyłam pizza i zaczęłyśmy jeść. Jak to na nas przyszło było przy tym mnóstwo zabawy. Ja się prawie poplułam ponieważ Ellie wylądowała twarzą w swoją pizze z niewiadomego mi sposobu, Kate się zakrztusiła widząc Ellie w keczupie. Gdy skończyłyśmy i posprzątałyśmy, napełnione siedziałyśmy na kanapie.
- Cassie nauczysz mnie jeździć na deskorolce? - zapytała Ellie. Spojrzałam na zegarek 18:00. W sam raz na nauczanie ponieważ na dworze nie jest tak gorąco ale jest jasno.
- Jasne, chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam swoje cztery litery do wyjścia a za mną dziewczyny. Wzięłam jedną z moich starszych desek i wyszłyśmy.
- Stań na niej obiema stopami w lekkim rozkroku aby utrzymać równowagę. - poinstruowałam ją - nie martw się będę ją trzymać i ciebie też więc nie spadniesz. - zapewniłam małą, więc weszła na deskę a ja ją mocno trzymałam żeby nie spadła. - dobrze, a teraz będę cię lekko popychać do przodu - oznajmiłam - i jak jest dobrze? - spytałam.
- Tak jest fajnie - powiedziała wesołym głosem.
- Okej, teraz się zatrzymamy i cię puszczę, Ja będę stać po jednej stronie a Kate po drugiej także cię złapiemy - zauważyłam lekki szok na twarzy Ellie ale kiwnęła głową. tak jak powiedziałam tak zrobiłyśmy - nie bój się nic ci nie będzie. - zapewniłam, puściłam ją a ta lekko się zachwiała i miała lekkie przerażenie na twarzy na chwilkę, ale szybko się ustabilizowała i wtargnął na jej twarz szeroki uśmiech. - Dobrze. Szybko się uczysz - pochwaliłam.
- Chcę sama jechać
- No nie wie, najpierw musisz się nauczyć utrzymać równowagi na jednej nodze a na to jesteś jeszcze za mała i mama by mnie chyba zabiła gdyby coś ci się stało - powiedziałam a na jej twarzy pojawił się szok - nie dosłownie zabiła - powiedziałam na co oboje się zaśmiałyśmy - popcha cię z powrotem do domu, co ty na to?
- Taaak! - wykrzyczała. Resztę wieczoru spędziłyśmy na rozmowach o wszystkim i o niczym.


*2 dni później*

Kate wyjechała do babci, spotkałam kilka razy Ryan'a ale dawał mi tylko groźne spojrzenia, które starałam się ignorować. Spotkałam także Louis'a, co raz lepiej nam się rozmawia i jestem mniej nieśmiała. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Odblokowałam telefon i otworzyłam wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Nieznany
Odbiorca: Cassie

Hej Cassie, co robisz?
                                                                                                                                                     Louis :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Skąd on ma mój numer? Kate... uduszę ja jak wróci. Szybko zapisałam jego numer i zaczęłam wystukiwać wiadomość.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Nic, leże i się nudzę. A ty? :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Louis
Odbiorca: Cassie

Przyjdziesz do parku? Też mi się nudzi :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Louis

Jasne zaraz będę :D

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wyciągnęłam z szafy skórzaną kurtkę i zjechałam po poręczy na dół.
- Mamo wychodzę, nie wiem kiedy będę! - oznajmiłam jej i wyszłam, biorąc deskorolkę. Podłożyłam ją pod stopy i jechałam w stronę parku. Gdy dojechałam, zeszłam z deski i zaczęłam rozglądać się za znajomą twarzą ale nigdzie nie go nie widziałam więc usiadła na ławkę i czekałam. Kilka minut później zauważyłam jak Louis podjeżdża na swojej deskorolce. Tego to się nie spodziewałam.
- Hej - przywitał się i uśmiechnął.
- Hej - odwzajemniłam uśmiech. Staliśmy tak i patrzyliśmy sobie w oczy jak zahipnotyzowani.
- To czemu chciałeś się ze mną spotkać? - spytałam nie wiedząc co mogę powiedzieć.
- Chciałem ujrzeć twoje piękne oczy.
- Oh - tylko tyle dało mi się powiedzieć.
- Przejedziemy się?
- Jasne. - pojechaliśmy do skateparku i tam się wygłupialiśmy, pokazywaliśmy triki które potrafiliśmy. Louis był bardzo dobry w jeździe potrafił o wiele więcej niż ja, pewnie dlatego że ja wole jeździć bardziej dla przyjemności niż znaniu trików, nauczył mnie kilka nowych trików przy których było mnóstwo zabawy i śmiechu a także spotkania z podłogą.
- Dzięki za uratowanie mojego tyłka przed kolejnym spotkaniem z twardą podłogą - zaśmiałam się i odwróciłam w jego stronę.
- Nie ma za co - powiedział i się na mnie patrzył a ja na niego. Była to dziwna ale zarazem przyjemna cisza. Zauważyłam że zaczął przybliżać głowę, dobrze wiedziałam co chce zrobić.
- Louis... ja.... - odepchnęłam go lekko - nie mogę... - dodałam.
- Przepraszam, nie wiem czemu chciałem to zrobić - przeprosił i spuścił głowę.
- Nie szkodzi - powiedziałam i uśmiechnęłam się - pójdziemy coś zjeść? Zgłodniałam.
- Jasne. Znam dobre miejsce na mieście. - Pojechaliśmy do jego domu, który jak się okazuje jest ulicę dalej od mojego. Dom jest duży, ma podjazd na garaż, zgaduję że ma on 5 pokoi ponieważ mieszka on z kumplami z zespołu.
- Zaczekaj tutaj - powiadomił mnie i poszedł do garażu, po chwili wyjechał z niego czarnym audi. Wsiadłam na miejsce obok kierowcy. W środku siedzenia i cała reszta też była czarna.
- Wow. - wydusiłam, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć.
- Wiem. - uśmiechnął się i wyjechał z podjazdu i skierował się w stronę miasta.

Louis pov:

Jechaliśmy w ciszy, no może nie całkiem bo muzyka w radiu grała. Nie myślałem że w ciągu tygodnia tak bardzo mi zaufa, żebym wiózł ją moim samochodem bez żadnych protestów. Co jakiś czas spoglądałem na nią, patrzyła przez otwarte okno, przez co wiatr targał jej piękne długie brązowe włosy. Wystawiła głowę za okno, zamknęła oczy i uśmiechała się, widocznie kocha wiatr który jest wydawany przez prędkość pojazdu. Dobrze wiem jakie to uczucie, ja też to kocham. Uśmiechnąłem się do siebie i lekko przyśpieszyłem. Dojechaliśmy na miejsce 5 minut później, zaparkowałem samochód pod Nandos. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka, zajęliśmy nasze miejsca a chwile później podszedł kelner. Złożyliśmy nasze zamówienia i odszedł. Cassie rozglądała się po pomieszczeniu.
- Nigdy tu nie byłaś? - zapytałem, na co pokręciła głową. 10 minut później otrzymaliśmy nasze zamówienie i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku, poszliśmy do Starbucksa i kupiliśmy napoje, potem długo spacerowaliśmy po centrum Londynu, ponieważ Londyn pięknie wygląda nocą i rozmawialiśmy na różne tematy, było przy tym mnóstwo śmiechu. Spojrzałem na zegarek 1:30.
- Powinniśmy wracać do domu, jest już grubo po pierwszej - powiedziałem.
- Okej - powiedziała zaspanym głosem i oparła głowę o moje ramie gdy szliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i odjechałem. Cassie sobie smacznie spała, z głową opartą o szybę.
- Cassie obudź się, jesteśmy - powiedziałem i szturchnąłem jej ramie, powoli otworzyła oczy.
- Dziękuje za wspaniały dzień - powiedziała i przychyliła głowę bliżej i ucałowała mój policzek, po czym wyszła z samochodu. Siedziałem i obserwowałem, za nim jednak weszła do domu odwróciła się jakby wiedziała że jeszcze stoję i pomachała do mnie, na co jej odmachałem i odjechałem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Jest kolejny rozdział!! Co myślicie o tym rozdziale? Kolejny pojawi się może jeszcze dzisiaj albo jutro. Z góry przepraszam za wszystkie błędy :)

Czytasz=komentujesz :D

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 4

Kate pov:

Usłyszałam gwałtowne otwieranie drzwi, potem rzucanie butami i deskorolką. Zauważyłam jak Cassie przebiega przez korytarz na górę prosto do swojego pokoju.
- Ellie pójdę na górę zobaczyć co się dzieje z twoją siostrą - oznajmiłam małej na co kiwnęła głową - bądź grzeczna - ucałowałam jej głowę i ruszyłam w stronę schodów. Cicho zapukałam do drzwi pokoju i weszłam, zobaczyłam jak Cassie leży twarzą w poduszkę na łóżku i płacze.
- Co się stało? - zapytałam cicho i podeszłam bliżej i usiadłam na krawędzi łóżka. - Obiecuję że zatłukę, poćwiartuje, pokroje, wywiozę daleko do lasu i zakopie, czy co tam jeszcze, tylko powiedz co się stało. - powiedziałam na co uzyskałam cichutki chichot ale potem znowu łkanie, przybliżyłam się bliżej i pocierałam jej plecy w uspakajającym geście.
- M...miałaś rację - powiedziała cicho nadal płacząc - on... on... on mnie zdradził - po tych słowach zaczęła jeszcze mocniej płakać.
- Ciiii... będzie dobrze... nie warto płakać o takiego dupka jak Ryan. - próbowałam ją jakoś uspokoić. Usiadła koło mnie z czerwonymi od łez oczami i mokrymi policzkami.
- A co najgorsze to trwało od czterech miesięcy...
- A to debil. Przysięgam że jak go spotkam.... to nie ręczę za siebie.
- Kazałam mu się wynosić z tego miejsca, nie chcę go więcej tu widzieć.
- Nie winie cię, to samo bym zrobiła.
- Dziękuje że jesteś - powiedziała i mnie przytuliła - Jesteś najlepszą przyjaciółka jaką kiedykolwiek miałam. - dodała i uśmiechnęła się w końcu.
- Zawsze i wszędzie - odpowiedziałam i odwzajemniłam uścisk i także się uśmiechnęłam. - Dobra, ty się ogarnij i pójdziemy coś zjeść. Padam z głodu. - powiedziałam i wyszłam.

Cassie pov:

Gdy Kate wyszła podeszłam do szafy i wyciągnęłam, koszulkę z nadrukiem "Fly with me", czerwone rurki i skórzaną kurtkę i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i założyłam przygotowane wcześniej ubrania, gotowa zeszłam na dól do dziewczyn.
- Możemy wychodzić - oznajmiłam i ruszyłyśmy na korytarz założyć buty,wyszłyśmy z domu. Weszłyśmy do pizzerii i zajęłyśmy miejsca przy wolnym stoliku. Chwile potem podszedł do nas kelner.
- Co paniom podać? - zapytał mężczyzna w białym fartuchu.
- Trzy pizze pepperoni, dwie cole i sok pomarańczowy. - powiedziałam mu.
- Dobrze, a coś na deser?
- Nie dziękuje - grzecznie odmówiłam a ten odszedł. 10 minut później dostałyśmy nasze zamówienie i zaczęłyśmy jeść. Było przy tym mnóstwo rozmów i zabawy, ponieważ Ellie wylała na siebie sok, Kate walnęła kolanem w stół i rozlała colę na swoją pizze, a ja się prawie udławiłam piciem i wyplułam prosto na Kate. Mamy szczęście że nas nie wyrzucono. Po posiłku poszłyśmy do kina na Krainę Lodu ponieważ Ellie marudziła że chce go obejrzeć. Gdy film się skończył było gdzieś po 19:00, więc wróciłyśmy do domu, gdzie się wykąpałyśmy, i ubrały w czyste ubrania. Oczywiście Kate o tym zapomniała i musiała przebiec przez ulicę w ręczniku do swojego domu i tam się przebrała, po czy wróciła. Postanowiłyśmy coś upiec, więc poszukałam jakiś przepis w książce kucharskiej i sprawdziłam czy mamy wszystkie potrzebne produkty, gdy się tego upewniłam zawołałam dziewczyny do kuchni i zaczęłyśmy kręcić ciasto, Jak to z nami jest wyszło na to że, Ellie wysypała całą mąkę gdy ją niosła, Kate upuściła jajka na podłogę, a później się o nie poślizgnęła i upadła na tyłek, a ja z Ellie śmiałyśmy się z niej w niebo głosy. Kate rzuciła w nas skorupkami, na co oddałam jej mąką i tak zaczęła się bitwa. Wszędzie było brudno, jakby było tu przedszkole. Wyjęłam mleko z lodówki i wylałam je na Kate i Ellie, potem cukier i wszystko co tylko miałam w zasięgu ręki. Kate wylała na mnie zimną wodę i przysypała mąką, pewnie wyglądałam jak bałwan.
- Wró... - usłyszałam głos mamy na co wszyscy się zatrzymałyśmy i spojrzałyśmy w jej stronę. Stała w progu jak sparaliżowana z otwartymi ustami - Co tu się dzieje?
- Umm... chciałyśmy upiec ciasto ale nam nie wyszło.
- No widzę właśnie - zaśmiała się - idźcie się umyć a ja to ogarnę - tak jak powiedziała tak zrobiłyśmy.
- Nie karz mi znowu biec do mojego domu w ręczniku - powiedziała Kate, a ja się zaśmiałam.
- Pożyczę ci moja piżamę.
- Okej - ucieszyła się. Kate poszła się pierwsza kąpać a ja poszłam poszukać jej jakąś piżamę. Przez te parę spędzonych godzin z Kate i Ellie, ani na chwilę nie pomyślałam o Ryan'ie. Moje rozmyślanie przerwała Kate wychodząc z łazienki owinięta w ręczniku, podałam jej piżamę i weszłam do łazienki. Wykapałam się, umyłam i wysuszyłam włosy, umyłam zęby i ubrałam piżamę. Odkręciłam kurek w wannie by napełniła się wodą i wyszłam.
- Mamo! - zawołałam mamę by przyszła pomóc Ellie.
- Już idę! - usłyszałam głos mamy z dołu. Wróciłam do swojego pokoju, gdzie siedziała Kate na swoim telefonie. Podeszłam do okna i zasłoniłam je.
- To co robimy, jest dopiero 21:05 - powiedziała Kate wysuwając nos zza telefonu, patrząc się na mnie.
- Nie wiem. Może pogramy w coś? - powiedziałam a ta kiwnęła głową, odłożyła telefon a ja wyciągnęłam z szafy grę Zgadnij Kto To*.

Następnego dnia obudził mnie telefon na szafce nocnej. Westchnęłam i spojrzałam na ekran, to był Ryan. Odrzuciłam połączenie i walnęłam twarzą w poduszkę, za chwilę znów rozległa się wibracja na szafce. Czego on ode mnie chce, przecież wczoraj wyraźnie mi powiedział że mnie już nie kocha, a ja nie chce go więcej znać. Znowu odrzuciłam połączenie, więc dostawałam SMS-y. No nie ja się zabije zaraz, wkurzona wyłączyłam telefon i wstałam z łóżka, wyciągnęłam z szafy nowe ubrania które kupiłam oraz bieliznę i skierowałam się do łazienki. Zrobiłam poranna toaletę i zeszłam do kuchni aby zjeść śniadanie.
- Cassie pójdziesz do sklepu? - zapytała mama.
- Tak a co potrzebujesz? - zapytałam się jej a ona spojrzała na mnie głupio. - Co? - zastanowiłam się - Aaa... okej, zapomniałam - przypomniało mi się co było wczoraj, zaśmiałam się.
- Kate jeszcze śpi? - zapytała podając mi pieniądze, kiwnęłam głową i skierowałam się do wyjścia. Wyszłam z domu i wzięłam deskorolkę, będzie szybciej. Jechałam powoli w wzdłuż drogi, gdy już dojechałam do sklepu oparłam deskorolkę o budynek i weszłam do środka. Wrzucałam do koszyka potrzebne produkty które wczoraj zostały użyte do bitwy. Gdy już wszystko miałam podeszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam, wzięłam deskorolkę i już miałam rzucić ją na podłogę i odjechać gdy poczułam szarpnięcie za ramie odwracając mnie w stronę osoby która to zrobiła. To był Ryan. Zacisnęłam zęby i pięści.
- Czego chcesz? - wysyczałam przez zęby
- Dlaczego nie odbierasz telefonów i nie odpisujesz na SMS-y? - zapytał, o dziwo spokojnie.
- Nie mam powodu żeby ci odpowiadać - powiedziałam i spróbowałam się wyszarpać, niestety na marne, tylko zacieśnił uścisk i upuściłam deskorolkę oraz zakupy, świetnie teraz muszę ponownie pójść kupić jajka bo pewnie się rozbiły - Puszczaj mnie! - krzyknęłam na niego, ale tego nie zrobił - Ryan puść mnie, to boli. - powiedziałam a on się tylko na mnie tępo patrzył.
- Niby dlaczego miałbym to zrobić? Żebyś mi uciekła? - co się z nim stało, wyglądał na załamanego gdy przyłapałam go na zdradzie, a teraz jest wobec mnie agresywny.
- Puść mnie do cholery! Nie chcę z tobą rozmawiać. Nie mamy o czym!
- Zostaw ją! - usłyszałam znajomy głos, odwróciłam się w jego stronę, to był Louis. - Powiedziałem puść ją. - podszedł do nas i odepchnął go ode mnie - wszystko w porządku - zapytał się mnie, kiwnęłam głową na tak.
- A ty czego tu? To nie twój interes. - powiedział Ryan i podszedł bliżej Louisa.
- Spadaj stąd albo zadzwonię po policję że ją dręczysz i chcesz wzbudzić bójkę - Ryan zaśmiał się ale posłuchał i zaczął odchodzić.
- Jeszcze się z tobą policzę - groził - a ty - wskazał na mnie - jeszcze nie skończyliśmy. - dodał i odszedł.
- Wszystko w porządku? - spytał ponownie Louis
- Tak chyba tak, będę miała tylko siniaki - odpowiedziałam - muszę wrócić do sklepu po jajka i mleko - podniosłam torbę i do niej zajrzałam, no oczywiście jest rozwalone.
- Pójdę z tobą - uśmiechnął się i szedł za mną. Wzięłam jajka i mleko i podeszłam do kasy, zapłaciłam i zaczekałam na Louisa, wyszliśmy ze sklepu.
- Dziękuje za... uratowanie mnie? - powiedziałam a raczej zapytałam?
- Nie ma za co - uśmiechnął się - a byłbym zapomniał, to twoje? - spytał i podał mi deskorolkę
- Tak dziękuje, myślałam że ją straciłam. - wzięłam ją od niego.
- Nie myślałem że jesteś takim typem dziewczyny.
- A co przeszkadza ci? - droczyłam się.
- Niee oczywiście że nie, wręcz przeciwnie podoba mi się - powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy a ja się zarumieniłam.
- To ja lecę, mama na mnie czeka - powiedziałam i podłożyłam deskę pod nogi - Do zobaczenia Louis - pożegnałam się i ruszyłam w dół ulicy.
- Do zobaczenia Cassie!  - usłyszałam jeszcze nim byłam za daleko. Weszłam do domu, podałam mamie zakupy i wyciągnęłam miskę do której wsypałam płatki i zalałam mlekiem i zaczęłam jeść. Chwilę potem w progu pojawiła się Kate.
- Hej śpiochu - powiedziałam do niej.
- Hej - przywitała się i wstawiła wodę na kawę i wrzuciła tosty do tostera. Ja w tym czasie skończyłam jeść i umyłam miskę i wróciłam na miejsce. Sięgnęłam po jakąś gazetę z boku i zaczęłam ją przeglądać.
- Co dziś robimy? - zapytała Kate zalewając sobie kawę.
- A na co masz ochotę?
- Hmm... - myślała siadając po drugiej stronie blatu z kawą i talerzem z tostami. - Skatepark?
- Tak, dawno tam nie byłam. - powiedziałam zgodnie z prawdą, wcześniej chodziłam tam regularnie a teraz nie było mnie tam już jakieś dobre 2 miesiące. Czekałam aż Kate się ogarnie w jej domu. Spojrzałam na zegarek na ścianie 14:25. Nie mogłam przestać myśleć co stało się dzisiejszego ranka. Ryan mnie zaatakował mnie pod sklepem z powodu że nie odpisałam na SMSa i nie odebrałam jego telefonów. Potem przyszedł Louis i mnie uratował, gdyby nie on nie wiem co by się stało.
- Jestem - oznajmiła przyjaciółka, wyrywając mnie tym samym zza myśleń. Wstałam z kanapy i wyszłyśmy z domu a Kate go zakluczyła, wzięłyśmy nasze deskorolki, podłożyłyśmy je pod nogi i złapałyśmy się za ręce by równo jechać w dół ulicy do skateparku.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jednak udało mi się napisać dzisiaj rozdział Następny jutro. :D Jest następny rozdział. Co myślicie?

*Zgadnij Kto to - Zadawaj pytania przeciwnikowi. np. czy tajemniczy osobnik to ktoś z wielkim nosem,okrągłą twarzą, czerwonymi włosami?

Czytasz-komentuj :D

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 3

Następnego dnia wstałam dość wcześnie jak po całonocnym seansie. Była 11.26. Wstałam z łóżka, zgarnęłam czyste ubrania oraz bieliznę i skierowałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w przygotowane ubrania, były to szorty bo jest dzisiaj bardzo gorąco i bokserkę, włosy spięłam w luźnego koka. Zapukałam do pokoju gościnnego gdzie spała Kate.
- Chwila! - usłyszałam  - Okej! - weszłam do pokoju.
- Hej, obudzisz Ellie i pomożesz jej się ubrać? A ja pójdę przygotować śniadanie.
- Jasne. - Uśmiechnęła się. Wyszłam z pokoju i sprawdziłam pokój mamy, nie było jej tam. Zjechałam na dół po poręczy, i poczułam zapach naleśników. Weszłam do kuchni i zobaczyłam czubaty talerz naleśników z czekoladą.
- Jeju mamo dziękuje, kochana jesteś! - powiedziałam i ją przytuliłam.
- Siadaj i jedz póki ciepłe. Dziewczyny już wstały? - zapytała mama, i wtedy do kuchni wparowały dziewczyny.
- Naleśniki!! - Kate i Ellie krzyknęły w tym samym czasie i spojrzały na siebie, na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Kiedy już się uspokoiły usiadły przy stole i zaczęły jeść.
- Mmm pyszne... jak ja dawno nie jadłam naleśników, normalnie niebo w gębie. Kocham twoją mamę - rozmarzyła się Kate.
- To czemu twoja mama nie robi ci naleśników? - spytała Ellie na co zrobiła się cisza i spojrzałam na Kate.
- Ellie - ostrzegła ją mama.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się - moja mam umm... zostawiła mnie
- Oh, a czemu? Nie kochała cię? - dociekliwe dziecko zupełnie jak Kate.
- Jesteś za mała żeby to zrozumieć Ellie. Powiem ci kiedy będziesz starsza - uśmiechnęła się Kate. Dalsza część posiłku minęła nam przy zabawnych rozmowach, a Kate prawie się popluła. Mój telefon rozwibrował na blacie, to wiadomość od Ryan'a. W końcu, ale chłopak ma zapęd...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Ryan
Odbiorca: Cassie


Hej kochanie, przepraszam że nie przyszedłem w wczoraj do parku i nic nie napisałem. Byłem zajęty i nie miałem czasu do ciebie napisać. Przepraszam. Jakoś ci to wynagrodzę. Kocham cię :*

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Teraz mu się przypomniało że istnieje. Czym on niby było tak zajęty? napisanie SMSa nie zajmuje dłużej niż minutę. Odłożyłam telefon na bok i poszłam do salonu, włączyłam telewizor.
- Idziemy się rozerwać do miasta? Może jakieś zakupy? - nagle wpadła Kate i mnie wystraszyła na co podskoczyłam na kanapie a ona się zaśmiała. Haha bardzo śmieszne, ta dziewczyna kiedyś mnie na zawał zniesie.
- Okej - wstałam wzięłam portfel i telefon z lady i skierowałam się do drzwi, oznajmiając mamie że wychodzę i wrócę wieczorem. Zanim jeszcze poszłyśmy na przystanek autobusowy, weszłyśmy do domu Kate by ta mogła się przebrać. Usiadłam w salonie na brązowej sofie, naprzeciwko mnie wisiał telewizor, na środku stał mały stolik do kawy a pod nim dywanik żeby nie porysował paneli na podłodze. Jak na dziewczynę która została wyrzucona z domu nieźle się urządziła. Oczywiście rodzice przesyłają jej pieniądze na utrzymanie do póki nie skończy College'u, a potem musi sama sobie poradzić. Chwilę później usłyszałam kroki na schodach, wstałam i odwróciłam się w jej stronę, była ubrana w szorty, bokserkę, włosy miała spięte w luźnego koka a na stopach miała białe converse.
- Gotowa? To chodźmy. - pobiegłyśmy na przystanek gdyż autobus już tam stał. Weszłyśmy do środka a tuż za nami drzwi się zamknęły i ruszyliśmy.
- To gdzie najpierw? - zapytałam gdy byłyśmy już w centrum handlowym.
- Hmm... może Primark?
- Okej - zgodziłam się i ruszyłyśmy w stronę wyznaczonego sklepu. Przymierzałam różne ubrania, buty oraz bieliznę. To co mi się podobało pakowałam od razu do koszyk, to samo robiła Kate. Oceniałyśmy się nawzajem, było przy tym mnóstwo śmiechu i wygłupów. Kiedy skończyłyśmy, podeszłyśmy do kasy, Zaczęłam wykładać swoje ubrania z kosza, które kasjerka zaczęła kasować. Gdy skończyła zapłaciłam, i czekałam na Kate.
- Nie wiem jak ty, ale ja zgłodniałam - powiedziałam gdy wyszłyśmy ze sklepu.
- Tak ja też. McDonald?
- Jasne - odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę McDonalda. Ja zamówiłam cheeseburgera u dużą porcję frytek oraz czekoladowego milkshake'a, a Kate dwa hamburgery i małą porcję frytek oraz cappuccino.
- Ryan rano napisał mi przeprosiny... - zaczęłam - powiedział że nie miał czasu napisać.
- Oh. Co za dupek, nie miał nawet minuty żeby napisać cholernego SMSa? - spytała a ja potrząsnęłam przecząco głową -  a powiedział ci gdzie był i co robił?
- Nie. Mam zamiar napisać do niego wieczorem o spotkanie jutro, ale u niego w domu, bo znowu pewnie wywinie jakąś wymówkę.
- No to dobrze, tylko uważaj na siebie, wiesz jaki on może być...
- Tak wiem, dziękuje będę ostrożna - uśmiechnęłam się do niej i wstałam by wyrzucić śmieci, wzięłam mojego shake'a i czekałam aż Kate ruszy swoje cztery litery. Spojrzałam na zegarek, który wisi na ścianie, wskazywał 14:22. Obeszłyśmy chyba całe centrum handlowe, dobrze że są obniżki letnie bo zapłaciłabym o wiele więcej, zresztą dostaje pieniądze od taty co tydzień, także i tak bym coś kupiła, tylko o połowę mniej albo kilka rzeczy. Nienawidzę swojego ojca, On już dawno przestał dla mnie istnieć, gdy nas zostawił jak dowiedział się że mama zaszła w ciąże z moja siostrą. Kupiłam także coś mamie i siostrze, mam nadzieje że im się spodoba. Gdy wróciłyśmy do domu było po 20:00.
- Cześć mamo - podeszłam do niej od tyłu przytulając, dając jej prezent.
- Hej kochanie, jak się bawiłaś? A to z jakiej okazji? - zapytała mama.
- Z żadnej, musi być jakaś okazja żeby kupić mojej kochanej mamusi prezent? Otwórz - poinstruowałam ją i usiadłam obok niej na kanapie. Tak jak powiedziałam, tak zrobiła. Zapiszczała z radości i mnie uściskała.
- Jejku! Nie wierzę że mi to kupiłaś! Dziękuje kochanie! - wyciągnęła złoty naszyjnik z czterolistną koniczynką z pudełeczka i podała mi go, dając tym samym znak że chcę abym jej go zapięła. - Nie musiałaś tyle wydawać. - odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się.
- Ale chciałam. To za pieniądze które dostaje od taty. Oszczędzam połowę z tego i mogę kupować co tylko chce. - w tym momencie Ellie wbiegła do salonu zdezorientowana.
- Co się stało?
- Ooo Ellie dla ciebie też coś mam - powiedziała i pobiegłam na korytarz, wzięłam odpowiednia torbę i wróciłam, podarowałam ją Ellie a ona szybko poszła i wysypała wszystko na kanapę. gdy ujrzała zawartość torby wysypaną na kanapie, podbiegła do mnie i rzuciła mi się na ręce, prawie się przewracając do tyłu, co nie było by fajne zważywszy na twarde lądowanie. 3 letnie dziecko a siłę to ma... W torbie znajdowała się czerwona sukienka w kwiatki, która jej się strasznie podobała ale mama nie mogła jej kupić, kilka par spodni,spodenek,spódniczek,bluzeczek i butki. Odstawiłam małą na podłogę, i wróciłam na korytarz po resztę toreb, zanim poszłam na górę podałam mamie jeszcze jedną torbę która była dla niej. Położyłam torby gdzieś w kąt, jutro się rozpakuje i usiadłam na łóżku wyciągając telefon i wybrałam numer do Ryan'a. Po kilku sygnałach odebrał.

- Hej kochanie. Co tam? - usłyszałam głos po drugiej stronie.
- Hej, mogę jutro do ciebie przyjść? Musimy pogadać.
- Jasne. o czym pogadać i o której?
- 15:00?
- Okej. To do zobaczenia jutro kochanie.
- Pa. - rozłączyłam się.

Spojrzałam na zegarek 20:45, stwierdziłam że pójdę spać wcześniej, ponieważ jestem wykończona dzisiejszymi zakupami. Zgarnęłam pidżamę i skierowałam się w stronę łazienki, wykąpałam się, ubrałam i wysuszyłam włosy, umyłam zęby i wróciłam do pokoju. położyłam się i w mgnieniu oka zasnęłam.

Wstałam, zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się w luźny top i krótkie spodenki, uczesałam włosy i związałam w luźnego kucyka. Zeszłam na dół do kuchni. Wyciągnęłam miskę z szafki, wsypałam płatki i zalałam je mlekiem, usiadłam i zaczęłam jeść. Chwile potem zeszła mama jeszcze zaspana w piżamie.
- Dzień dobry - powiedziała ziewając i wstawiła czajnik na kawę.
- Dzień dobry. Na którą dzisiaj idziesz do pracy i kiedy wrócisz? - zapytałam
- Idę na 14:00 a wracam o 20:00.
- Aha bo idę do Ryan'a na 15.
- To idź i poproś Kate żeby zajęła się Ellie albo zadzwoń po opiekunkę.
- Okej.
Wstałam, umyłam miskę i poszłam na górę, włączyłam laptopa, w między czasie napisałam do Kate.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Cassie
Odbiorca: Kate

Przyjdziesz do mnie przed 15 i zajmiesz się Ellie na godzinkę? Idę do Ryan'a.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Natychmiastowo otrzymałam odpowiedź.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nadawca: Kate
Odbiorca: Cassie

Tak jasne, wiesz przecież jak ja kocham twoją siostrą. Zawsze się nią zajmę :D.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Odpaliłam przeglądarkę i weszłam na youtube'a, z ciekawości wystukałam nazwę zespołu w którym jest Louis. Przesłuchałam kilka piosenek i są super, robią naprawdę wspaniałą muzykę, chłopaki w zespole są naprawdę przystojni, ze zdjęcia wynika że ten w blond włosach to Niall o niebieskich oczach, chłopak o brązowych oczach i czarnym włosami to Zayn, Liam ma brązowe oczy i jest brunetem, Harry to ten z lokami o zielonych oczach, a Louis to brunet o niebieskich oczach, którym przyjrzałam się bardzo dokładnie.
- Cassie wychodzę! - usłyszałam krzyk mamy z dołu.
- Dobrze mamo! - spojrzałam na zegarek 13:50. Zamknęłam laptopa i zeszłam na dół, nalałam sobie soku i wzięłam czipsy, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.
- Kate do ciebie przyjdzie i się tobą zaopiekuję, bo ja muszę wyjść dobrze? - powiedziałam do siostry.
- Taaaak - uradowała się, czasami mam wrażenie że to Kate jest jej siostrą a nie moją. Odwróciłam się w stronę telewizora i oglądałam jakiś nudny film. Gdy film się skończył usłyszałam pukanie do drzwi, to musi być Kate, otworzyłam drzwi, i wpuściłam ja do środka.
- Hej - przywitałam się z przyjaciółką.
- Hej
- To ja się będę zbierać, będę za godzinę - uśmiechnęłam się. Wzięłam deskorolkę i wyszłam. Podstawiłam deskę pod nogi i zaczęłam jechać w dół ulicy, w stronę domu Ryan'a. Zapukałam do drzwi, chwilę potem otworzyły się.
- Dzień dobry pani, ja do Ryan'a - przywitałam się, a ona spojrzała się na mnie zdezorientowana ale mnie wpuściła.
- Oo dzień dobry Cassie, Ryan jest na górze w swoim pokoju, nie powiedział i nic że przychodzisz.
- Nie szkodzi, ja tylko na chwilę - uśmiechnęłam się i poszłam na górę. Zapukałam lekko i otworzyłam drzwi, wchodząc do środka.
- He... - zatrzymałam się, zamurowało mnie, to co ta zobaczyłam to... to.... jest najgorsza rzecz którą ujrzałam. Ryan całował się z moim największym wrogiem Ari.
- Cassie...ja...to nie tak... - próbował się tłumaczyć, kątem oka zauważyłam cwaniacki uśmieszek u Ari, jestem pewna że to zaplanowała. Wybiegłam szybko z jego pokoju, potem zbiegłam ze schodów prawie z nich spadając, ponieważ mam zamazany widok przez łzy i wybiegłam z jego domu, łapiąc deskorolkę pod pachą, biegłam gdziekolwiek byle daleko od niego. Jak on mógł mi to zrobić? Czym zawiniłam? Zrobiłam coś nie tak? Może za mocno na niego naciskałam? Miliony pytań kłębiło się w mojej głowie.
- Cassie zaczekaj! - usłyszałam wołanie Ryan'a ale się nie zatrzymałam, zaczęłam biec szybciej - Proszę! Daj mi to wytłumaczyć! Cassie! - w końcu mnie dogonił i poczułam jak pociągnął za moje ramie. - Proszę wysłuchaj mnie...
- Dlaczego? Co? Co ja ci zrobiła? - pytałam.
- Bo... Ty nic nie zrobiłaś... to... to ja zawiniłem, nie powinienem się z nią spotykać za twoimi plecami, przepraszam.
- Jak długo to trwa? - wysyczałam przez zęby.
- Cztery miesiące - gdy to usłyszałam serce pokroiło mi się na kawałki, jak on mógł to tak długo ciągnąć, ukrywając prawdę przede mną.
- Kiedy miałeś mi zamiar to powiedzieć? Jak długo chciałeś ukrywać prawdę? - zapytałam, skoro już rozmawiamy szczerze, to murze znać odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania.
- Nnnie wiem... nie sądziłem że to tak daleko zajdzie - powiedział
- A co ty myślałeś?! Że będziesz jednocześnie ze mną i z tą.... tą... dziwką?! - nie wytrzymałam i zaczęłam na niego krzyczeć.
- Nie mów tak! - podniósł głos.
- Bo co?! Taka prawda! Czy ty jesteś ślepy? Ach tak no właśnie jesteś zaślepiony "miłością"! Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy!? - wykrzyczałam w jego twarz.
- Nie wiem. - ledwo wyszeptał te słowa, spuścił głowę.
- A co ty wiesz człowieku. - powiedziałam już niższym tonem - Kochasz mnie jeszcze? - spytałam bojąc się odpowiedzi. podniósł głowę i spojrzałam na niego. długo nie odpowiadał jakby myślał nad odpowiedzią.
- Ttt...nie - zamachałam się i strzeliłam mu w twarz z liścia, trochę mi ulżyło.
- To kurwa po jaką cholerę ciągnąłeś ten związek przez cztery miesiące!? - znowu zaczęłam krzyczeć,
- Myślałem.... że to tylko takie chwilowe.
- Chwilowe?! Czy ty siebie słyszysz? Wiesz co ja teraz czuje? Co byś zrobił gdybym to ja ciebie zdradzała przez tyle czasu? Pobił byś mnie, dobrze wiem jaki jesteś! - powiedziałam a chłopak spuścił głowę, wiedząc że mam rację. - Nie chce cię znać! Wynoś się z stąd! Nie chcę cię więcej widzieć w tym mieście! Z nami koniec! - wykrzyczałam i podłożyłam deskę pod nogi, po czym zaczęłam odjeżdżać zaczynając znowu płakać.
- Przepraszam - usłyszałam jeszcze ale uniosłam mu środowego palca i przyśpieszyłam. Gdy dojechałam do domu rzuciła deskę na bok, ściągnęłam buty i pobiegłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać. Chwile później usłyszałam pukanie i otwieranie drzwi.
- Co się stało? - usłyszałam głos Kate.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej :) Rozdział dłuższy niż poprzednie ale jest. Co myślicie o takim zwrocie akcji? Napiszcie w komentarzach co myślicie. Szczerze to ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Z góry przepraszam za błędy.

Czytasz=komentuj :D